sobota, 6 grudnia 2014

7 grudnia 2014 - Druga Niedziela Adwentu

CZYTANIA

(Iz 40,1-5.9-11)
Pocieszcie, pocieszcie mój lud!

mówi wasz Bóg.

Przemawiajcie do serca Jeruzalem

i wołajcie do niego,
że czas jego służby się skończył,

że nieprawość jego odpokutowana,

bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób

za wszystkie swe grzechy.
Głos się rozlega:

Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni,

wyrównajcie na pustkowiu

gościniec naszemu Bogu!

Niech się podniosą wszystkie doliny,

a wszystkie góry i wzgórza obniżą;

równiną niechaj się staną urwiska,

a strome zbocza niziną gładką.

Wtedy się chwała Pańska objawi,

razem ją wszelkie ciało zobaczy,

bo usta Pańskie to powiedziały.

Wstąpże na wysoką górę,

zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie!

Podnieś mocno twój głos,

zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem!

Podnieś głos, nie bój się!

Powiedz miastom judzkim:

Oto wasz Bóg!

Oto Pan Bóg przychodzi z mocą

i ramię Jego dzierży władzę.

Oto Jego nagroda z Nim idzie

i przed Nim Jego zapłata.

Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę,

gromadzi ją swoim ramieniem,

jagnięta nosi na swej piersi,

owce karmiące prowadzi łagodnie.

(Ps 85,9-14)

Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie

Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.

Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie dla tych, którzy się Go boją,

i chwała zamieszka w naszej ziemi.

Spotkają się ze sobą łaska i wierność,

ucałują się sprawiedliwość i pokój.

Wierność z ziemi wyrośnie,

a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

Pan sam obdarzy szczęściem,

a nasza ziemia wyda swój owoc.

Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,

a śladami Jego kroków zbawienie.

(2 P 3,8-14)

Umiłowani, niech to jedno nie będzie dla was tajne, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby /On/ was zastał bez plamy i skazy - w pokoju.

(Łk 3,4.6)

Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.

(Mk 1,1-8)

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.

ROZWAŻANIE

4 lata temu podczas Adwentu oczekiwałam narodzin naszego pierwszego synka, Krzysia. To było naprawdę niesamowite i bardzo wzruszające. Chyba nigdy wcześniej Maryja nie była mi tak bliska.  W Adwent bardzo wzruszam się na widok każdej już za chwilę mamy.

Czekając narodzin Krzysia nie wiedziałam, że macierzyństwo tak mnie pochłonie. Pan Bóg chyba widział, że odnalazłam się w życiu jako mama, bo w krótkim czasie na świecie pojawili się bracia Krzysia, najpierw Szymon, a dokładnie rok temu Franio. Lubię być mamą. To jest mój talent. Gdy chłopcy podrosną chcę zaangażować się w działania pro life, chcę robić coś dla dzieci, z dziećmi.

"Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki."

Pan Bóg, wiedząc o moim życiu pełnym krętych ścieżek, obdarował mnie trzema synkami. Lawirowanie między dziećmi, mężem, kuchnią, klockami, pociągami, pieluszkami, nocnikami, a własnymi potrzebami przypomina raczej serpentynę w Monte Carlo... Przeczytałam mnóstwo książek, poradników, stron internetowych poświęconych wychowaniu dzieci, rodzeństwu bez rywalizacji etc., a mimo to matkowanie “bez plamy i skazy” przychodzi mi z trudem. Codziennie rano zaczynam od nowa.

Małgosia Lipińska
(Mama Krzysia, Szymka i Frania. Fotografistka, rowerzystka...)



piątek, 5 grudnia 2014

6 grudnia 2014 - Sobota


CZYTANIA 

(Iz 30,19-21.23-26)
To mówi Pan Bóg, Święty Izraela: Zaiste, o ludu, który zamieszkujesz Syjon w Jerozolimie, nie będziesz gorzko płakał. Rychło okaże ci On łaskę na głos twojej prośby. Ledwie usłyszy, odpowie ci. Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego Mistrza. Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się za tobą: To jest droga, idźcie nią!, gdybyś zboczył na prawo lub na lewo. On użyczy deszczu na twoje zboże, którym obsiejesz rolę, a chleb z urodzajów gleby będzie soczysty i pożywny. Twoja trzoda będzie się pasła w owym czasie na rozległych łąkach. Woły i osły obrabiające rolę żreć będą paszę dobrze przyprawioną, która została przewiana opałką i siedlaczką. Przyjdzie do tego, iż po wszystkich wysokich górach i po wszystkich wzniesionych pagórkach znajdą się strumienie płynących wód na czas wielkiej rzezi, gdy upadną warownie. Wówczas światło księżyca będzie jak światło słoneczne, a światło słońca stanie się siedmiokrotne, jakby światło siedmiu dni - w dniu, gdy Pan opatrzy rany swego ludu i uleczy jego sińce po razach.

(Ps 147,1-2.3-4.5-6) 
REFREN: Szczęśliwi wszyscy, co ufają Panu

Chwalcie Pana, bo dobrze jest śpiewać psalmy Bogu,
słodko jest Go wychwalać.
Pan buduje Jeruzalem,
gromadzi rozproszonych z Izraela.

On leczy złamanych na duchu
i przewiązuje im rany.
On liczy wszystkie gwiazdy
i każdej nadaje imię.
  
Nasz Pan jest wielki i potężny,
a Jego mądrość niewypowiedziana.
Pan dźwiga pokornych,
karki grzeszników zgina do ziemi.

(Iz 33,22)
Pan naszym sędzią, Pan naszym prawodawcą, Pan naszym królem, On nas zbawi.

(Mt 9,35-10,1.6-8)
Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!

ROZWAŻANIE
 
Wtedy poznacie, że Ja jestem. fot. Marta Kiela-Czarnik

"Rychło okaże ci On łaskę na głos twojej prośby. Ledwie usłyszy, odpowie ci. Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego Mistrza."

Słowa te są mi bardzo bliskie. Ostatni rok był dla mnie czasem cierpienia fizycznego, niepewności i smutku. Choroba kręgosłupa tak bardzo się nasiliła, że wyłączyła mnie prawie ze wszystkich moich aktywności. Nawet bycie mamą stało się okropnym trudem. Myśl o tym, że trzeba będzie podnieść garnek, by ugotować zupę, czy obrać jarzyny, nie mówiąc już o zrobieniu zakupów wywoływała we mnie lęk, smutek i poczucie osamotnienia. Właściwie prosiłam jedynie, bym dała radę służyć mojej rodzinie.

Trwało to bardzo długo i w tak wielu źródłach szukałam pomocy, że nadzieja umierała we mnie. Często pragnęłam skończyć zupełnie moje życie.

W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie proszę Boga o pomoc. I wtedy z inspiracji zaprzyjaźnionej mamy podjęłam modlitwę w intencji mojego uzdrowienia. Była to modlitwa różańcowa. Pragnęłam, by Maryja modliła się ze mną, bo sama czułam się bezsilna. Pamiętam dokładnie pewien moment, gdy w czasie rozważania jednej z  tajemnic życia Jezusa, usłyszałam wewnętrzny głos: Chociażbym cię uzdrowił, nie uwierzysz. Zaczęłam wewnętrznie krzyczeć: Uwierzę, Jezu. Ale głęboko w środku zrozumiałam, że taka właśnie jest moja wiara. Od tego czasu coraz częściej intencją mojej modlitwy była prośba o wiarę. Codziennie rozważałam fragmenty Ewangelii, w których Jezus uzdrawia ludzi i wciąż natykałam się na słowo "wiara". Pytałam Boga nieustannie, co to jest wiara.

Trwanie przy Jezusie w tajemnicach Jego życia, poznawanie Go, pokochanie Go sprawiło, że otworzyłam się na Jego działanie. A On budował we mnie wiarę. Poprzez spotykanie Go powierzałam Mu się więcej i więcej, rosła we mnie ufność. Poznałam, że Bóg jest dobry i kocha mnie i uwierzyłam w to bezgranicznie.

Cierpienie trwało wciąż, a we mnie rósł pokój i ufność. Nie moją mocą i zdolnościami, ale poprzez wiarę Bóg sam za mnie wszystkiego dokonywał. Czułam się jak uschła gałąź, która pozwoliła, by Bóg wziął ją w Swoje ręce, schował głęboko za pazuchę i ogrzewał. Czułam, że nic nie wypływa ze mnie, bo jestem uschła i martwa, ale On przygarnął mnie, zobaczył we mnie dobro, pokochał. Jego bliskość tchnęła we mnie na nowo życie.

W tym czasie ucisku Bóg ukazał mi mój grzech, szczególnie grzech nieprzebaczenia, egoizmu. Uwolnił mnie od całego bagażu, który niosłam ze sobą jeszcze z mojego dzieciństwa. Bóg rozluźniał więzy, które mnie krępowały krok po kroku. A ja czułam to nie tylko w moim wnętrzu, ale również w moim ciele. Wcześniej zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że jestem jak paralityk, że moje skrępowania i choroby fizyczne są tak bardzo powiązane z chorobą mojej duszy. Bardzo długo nosiłam w swoim ciele napięcia i bóle, które nie wiadomo czemu powracały i nie chciały odejść. 
Aż wreszcie zdarzył się moment, w którym najbardziej doświadczyłam słów, że Bóg przychodzi i uwalnia, uzdrawia, daje nowe życie.

W czasie rekolekcji Bóg dał mi ponownie poznać mój grzech nieprzebaczenia wobec mojej teściowej i sióstr męża. Było to trudne doświadczenie. Zrozumiałam, że sama nie dam rady przebaczyć, że czuję się bardzo skrzywdzona w relacjach z nimi. W czasie  jednej z modlitw uzdrowienia, w której brałam udział, Bóg rozerwał więzy, napełnił mnie tak wielką miłością, że stałam się zdolna przebaczyć, a właściwie miałam poczucie, że On przebaczył za mnie. Niesamowite było to, że wraz z tym wewnętrznym uzdrowieniem Bóg uzdrowił moje ciało! Od czasu tej modlitwy nastąpiła ogromna poprawa mojego zdrowia! Mogę ruszać szyją, mogę tańczyć, mogę pochylać głowę i oddawać w ten sposób pokłon Jemu w Najświętszym Sakramencie! Mogę wreszcie bawić się z dziećmi, wycinać, rysować, pochylać się wspólnie z nimi nad książką! Łzy mam w oczach i wdzięczność w sercu!

Poprzez cierpienie Bóg pociągnął mnie do siebie. Dziwnie może to zabrzmi, ale jestem wdzięczna za każdą chwilę tego trudu. Zrozumiałam tak wiele. Wcześniej żyłam w ciemności.

Bóg dokonał wszystkiego w Swój delikatny sposób. On najlepiej wiedział, co należy uzdrawiać!​

Marta Kiela-Czarnik
(Fotograf. Żona Michała, mama Zuzanki, Anulki i Franka)



5 grudnia 2014 - Piątek

CZYTANIA

(Iz 29, 17-24)
To mówi Pan Bóg: Czyż nie w krótkim już czasie Liban zamieni się w ogród, a ogród za bór zostanie uznany? W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć. Pokorni wzmogą swą radość w Panu, i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela, bo nie stanie ciemięzcy, z szydercą koniec będzie, i wycięci będą wszyscy, co za złem gonią: którzy słowem przywodzą drugiego do grzechu, którzy w bramie stawiają sidła na sędziów i odprawiają sprawiedliwego z niczym. Dlatego tak mówi Pan, Bóg domu Jakuba, który odkupił Abrahama: Odtąd Jakub nie będzie się rumienił ani oblicze jego już nie przyblednie, bo gdy ujrzy swe dzieci, dzieło mych rąk, wśród siebie, ogłosi imię moje jako święte. Wtedy czcić będą Świętego Jakubowego i z bojaźnią szanować Boga Izraela. Duchem zbłąkani poznają mądrość, a szemrzący zdobędą pouczenie.

(Ps 27,1.4.13-14)
REFREN: Pan moim światłem i zbawieniem moim

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?


O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu
przez wszystkie dni życia,
Abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.


Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.


Oto nasz Pan przyjdzie z mocą i oświeci oczy sług swoich.

(Mt 9,27-31)
Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.


ROZWAŻANIE 1
 
Moje macierzyństwo, od kiedy zaczeliśmy się starać o pierwsze dziecko, jest mocno naznaczone czekaniem - na poczęcie dziecka. To czekanie wydawało mi się zawsze straszne - niepewne, zbyt długie, bez sensu, bez widocznego końca. Bo przecież tego, kiedy Pan Bóg wkroczy do akcji, nie da się przewidzieć ani skontrolować po swojemu. Dwa razy Pan Bóg odpowiedział na nasze pragnienia i mamy dwoje cudownych dzieci. Teraz znów czekamy i to kolejne przedłużające się czekanie bez żadnego horyzontu, na nowo jest próbą dla mnie, dla naszego małżeństwa, naszej rodziny i różnych naszych relacji. Przedłużające się czekanie, często pojawia się w Ewangelii jako równoważnik próby (panny roztropne i głupie, sługa wierny i niewierny itd.) – czy to jest właśnie ta nasza próba?

Ten obraz z Ewangelii zawsze bardzo mnie poruszał – dwóch niewidomych idzie za Jezusem (jak oni to w ogóle robili? szli za Jego głosem? po omacku? ktoś ich prowadził?) i wydają mi się oni tacy bezbronni, bezradni, słabi, dwóch biedaków się dobrało.. bardzo wzruszające. Nie prosili nawet o uzdrowienie, prosili o zmiłowanie, o miłość. A Pan Jezus, dziwne, choć pewnie słyszał, że idą za nim, nie zatrzymał się i nie rozmawiał z nimi na drodze. Doszedł aż do domu i dopiero tam się z nimi spotkał. Przeżyli z Jego woli przedłużające się czekanie, czyż nie? A kiedy w końcu przyszli do Jezusa, On ich zapytał o ich wiarę i powiedział: "Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy”. I pierwszym co zobaczyli musiał być ON.

Mam wrażenie, że skądś to znam... dwaj niewidomi, bezbronni, bezradni, słabi.. – ja i mój maż...? W ciagu tych wszystkich lat wiele razy modliłam się dokładnie słowami dwóch niewidomych z Ewangelii: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida!” Takie wołanie z głębi zrozpaczonego serca – nie o rozwiązanie problemu, nie o uzdrowienie, ale o ratunek samego Boga, o Jego miłość, która goi wszelkie rany. Jestem pewna, że nasze „przedłużające się czekanie” było i jest naszą drogą za Jezusem i do Jezusa. Próbą naszej wiary, miłości, ufności. Były okresy ostrej walki o przetrwanie duchowe, były okresy wielkiej ufności i uwielbienia mimo wszystko, były też momenty, kiedy zły duch próbował wykorzystać naszą sytuację, by oddalić mnie od Pana Boga i wmówić mi różne okropieństwa...

Gdy dziś Jezus pyta mnie „Wierzysz, że mogę to uczynić?” krzyczę z całego serca: "Tak, Panie!". Wiem, że Jego zmiłowanie otwiera moje oczy po pierwsze – na NIEGO. Na Jego nieskończoną Miłość, na to jak jestem obdarowana, jakiego mam wspaniałego męża, najkochańsze dzieci. Otwiera mnie na macierzyństwo duchowe, na inne możliwości, takie jak adopcja. Otwiera mnie przede wszystkim na to, co On sam chce mi dać, a nie na to, co mi się wydaje dla mnie najlepsze.
Przez cały ten czas  towarzyszył mi jeszcze jeden fragment, z listu do Efezjan:" Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy,  Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen.” Bóg może uczynić nieskończenie wiecej niż proszę czy rozumiem, wystarczy tylko Mu pozwolić, by Jego moc działała we mnie, szok!

I jeszcze kilka zdań do dzisiejszego pierwszego czytania: "Odtąd Jakub nie będzie się rumienił ani oblicze jego już nie przyblednie, bo gdy ujrzy swe dzieci, dzieło mych rąk, wśród siebie, ogłosi imię moje jako święte.” Drugi wątek, który mocno przeżywam - że nasze dzieci są w pierwszej kolejności dziećmi samego Boga – wszechmocnego, kochającego, najczulszego i najbliższego! Że każde z nich jest jedyne, wyjątkowe, jest, ba!, dziełem Jego rąk, stworzone z miłością w najdrobniejszym szczególe. Ta perspektywa przynosi mi dużą ulgę jako matce. Pan Bóg też się martwi o moje dzieci, uznał nas za godnych bycia rodzicami Jego „dzieł”, troszczy się o nie nieskończenie doskonalej niż ja, każdy włos na ich głowie jest policzony. Jeśli moje dzieci mają takiego Ojca w Niebie, to ufff , jesteśmy uratowani.
 
Często my rodzice bardzo duzo wysiłku wkładamy w to, żeby nasze dzieci dobrze wychować, mądrze ukształtować, czegoś ich nauczyć, przygotować do dorosłości, języki, zajęcia dodatkowe itp itd. Ostatnio mocno dotrało do mnie, że tak naprawdę marzyłabym o tym, żeby moje dzieci były święte, po śmierci – w Niebie. Niekoniecznie zaradne, wykształcone, wielojęzyczne, bogate, tere fere... Jestem pewna, że jedyną gwarancją ich dobrego i szczęśliwego życia, jest bycie blisko Pana Boga, bo tylko z Nim będą potrafili przejść przez cierpienia i próby, które na każde z nich w życiu czekają (nawet wolę o tym nie mysleć). To jakoś zmienia perspektywę i stawia pytanie o moją relację z Panem Bogiem. Jak pokazać Go dzieciom (nie tylko werbalnie, ale swoim życiem) – jako przyjaciela, z którym one też się zaprzyjaźnią? Myślę, że tu możliwości rodziców też są ograniczone i nawet najlepszy przykład nie zawsze działa. Więc gorąco proszę Pana o łaskę wiary dla moich dzieci, bo co wiecej mogę zrobić.

A na koniec moich długaśnych wywodów jeszcze fragmencik psalmu:
"Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana."
"Oto nasz Pan przyjdzie z mocą i oświeci oczy sług swoich.”
Kochane Mamy, życzę z całego serca Wam i sobie: bądźmy mężne, nabierzmy odwagi i wytrwale oczekujmy Pana, we wszystkich naszych sprawach i troskach, które się przedłużają i wydają się bez sensu. Niech sam Bóg do nich przyjdzie z mocą, otworzy nasze oczy na siebie samego i  uczyni nieskończenie więcej niż prosimy czy rozumiemy. Amen!

Monika 
(Od 7 lat żona Jacka, mama Gabrysi (5) i Tomka (2,5). Od 5 lat w ruchu duchowości małżenskiej Equipes Notre Dame. Mieszka w Beskidzie Sądeckim.)



ROZWAŻANIE 2

Moje dzieci sa dziełem Boga i Jego własnością. Jednocześnie, przez swój stan bycia dziećmi, są pokorne i ubogie: całkowicie zależne i nic nie posiadają (najwyraźniejsze jest to u niemowląt). 

A ja? Mimo najlepszych chęci i starań, bywam ich ciemiężcą - kiedy mam wobec nich nierealistyczne oczekiwania, przekraczające ich możliwości na dany etap rozwojowy lub dzień; kiedy za ich wybuchami emocji i zagadkowymi zachowaniami nie potrafię dostrzec potrzeb; kiedy te potrzeby ignoruję w imię swoich planów, czy wyczytanych gdzieś koncepcji rodzicielstwa. Bywam szydercą, kiedy, zamiast językiem milości, otwartości, troski, posługuję się językiem przymusu ("musisz", "trzeba", "nie wolno", "natychmiast", "marsz", nie ma dyskusji"), manipulacji (ironia, sarkazm), braku szacunku (czy tak samo zwróciłabym się do osoby dorosłej?).

Synu Dawida, ulituj się nade mną! Otwieraj moje oczy na takie moje zachowania. Otwieraj moje oczy na potrzeby moich dzieci. Uzdrawiaj mnie. Niech w naszej rodzinie zawsze gości radość z Twojego zbawienia. 

Ela Łazarewicz-Wyrzykowska 
(Biblistka. Od dwunastu lat żona Łukasza. Pełnoetatowa mama czteroipółrocznego Teosia, dwuipółrocznej Klary i siedmiotygodniowej Róży. Niegdyś mocno, obecnie nieco luźniej, związana z warszawską wspólnotą Woda Życia. Odnajduje się w Duszpasterstwie Rodzin u ojców dominikanów na ul. Freta w Warszawie.)





środa, 3 grudnia 2014

4 grudnia 2014 - Czwartek

CZYTANIA

(Iz 26-1-6)
W ów dzień śpiewać będą tę pieśń w Ziemi Judzkiej: Miasto mamy potężne; On jako środek ocalenia sprawił mury i przedmurze. Otwórzcie bramy! Niech wejdzie naród sprawiedliwy, dochowujący wierności; jego charakter stateczny Ty kształtujesz w pokoju, w pokoju, bo Tobie zaufał. Złóżcie nadzieję w Panu na zawsze, bo Pan jest wiekuistą Skałą! Bo On poniżył przebywających na szczytach, upokorzył miasto niedostępne, upokorzył je aż do ziemi, sprawił, że w proch runęło: podepcą je nogi, nogi biednych i stopy ubogich.


(Ps 118,1.8-9.19-21.25-27)
REFREN: Błogosławiony, idący od Pana


Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,
bo łaska Jego trwa na wieki.
Lepiej się uciec do Pana,
niż pokładać ufność w człowieku.
Lepiej się uciec do Pana,
niż pokładać ufność w książętach.


Otwórzcie mi bramy sprawiedliwości,
wejdę przez nie i podziękuję Panu.
Oto jest brama Pana,
przez nią wejdą sprawiedliwi.
Dziękuję Tobie, żeś mnie wysłuchał
i stałeś się moim Zbawcą.


O Panie, Ty nas wybaw,
o Panie, daj nam pomyślność.
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie,
błogosławimy was z Pańskiego domu.
Pan jest Bogiem
i daje nam światło.


(Iz 55, 6)
Szukajcie Pana, gdy Go można znaleźć, wzywajcie Go, gdy jest blisko.


(Mt 7,21.24-27)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki.


ROZWAŻANIE

Z domu rodzinnego wyniosłam przykład moich rodziców, którzy zanoszą wszystkie codzienne sprawy Bogu. Cokolwiek robią, zawsze zaczynają od Niego. Widzę ich klęczących i rozmodlonych, a przy okazji solidnie stąpających po ziemi. Mieszkałam w bloku, ale było to duchowe schronienie na miarę pałacu na solidnej skale. Marzyłam zawsze, by też tak budować, by moje dzieci również zaskoczyły, co jest najważniejsze. Kto!

Moim wielkim odkryciem w codzienności jest modlitwa dziękczynienia. Wierna i wytrwała. Widzę, że daje mi wiele pokoju, że w cudowny sposób kształtuje moje serce młodej (tak się czuję;) matki.

Właśnie jestem w trzeciej ciąży, a że jestem nietypowej urody;), to ostatnie 3 miesiące zwykle leżę bez ruchu, prawie bez szyjki, z wielką troską czy doniosę do bezpiecznego czasu. Tym razem nie jest to łatwe, bo nie da się ukryć, biegają wokół mnie dwie starsze córki. Już 6 tygodni żyję jak ten placek, raczej w bałaganie, pośród pełnej gali emocji kochanych histeryczek, niezdolna do zabawy z nimi, do wspólnych spacerów i wesołych chwil przy gotowaniu czy zwykłych codziennych czynności. Strasznie być taką bezużyteczną mamą. Kto leżał to wie, że nie jest to łatwe... Ale mimo kryzysów, przyznaję z zachwytem, że  mnie to ubogaca, przez łzy, ale jednak.

Wiele razy w ciągu dnia w myślach dziękuję za właśnie minioną siostrzaną kłótnię, za ten artystyczny, nieustanny dziecięcy bajzel, za dwie różne skarpetki i źle ubrane majtki. Za ich dziwne zabawy, porysowane schody, naleśnik odbity na ścianie, pastę wyciśniętą do zlewu, samodzielnie zawiązane słabo buty, kiepsko wytartą pupę i straszny bałagan w pokoiku. Za tego podskakującego malucha w brzuchu, bolące biodra i ogromną niepewność czy dotrwamy.

To wszystko oddaję Bogu, dziękuję za takie cudowności, za to, że jest jak jest, że mam dla kogo żyć, nieważne, że nie jest idealnie.
I wiecie, On mi zsyła pokój i wiele cierpliwości, wiele radości, dystansu, nadziei, światła w tym mroku i burzy bezsilności.
Czuję, że w ten sposób moje macierzyństwo buduję na twardej skale, że On tu jest Panem i będzie prowadził.


Dziewczyny, Bóg jest dobry! Dziękujmy Mu za to, co jest trudne, co nas denerwuje, martwi i przerasta - będą się działy cuda. On jest Skałą.

Baszka Sikora
(Polonistka, szczęśliwa kura domowa. Od pięciu lat żona Bogumiła, ostatnio coraz bardziej w nim zakochana.;) Mama czteroipółletniej Weroniki, dwuletniej Marysi i małego Jaśka, jeszcze w brzuchu. Związana całym sercem z ruchem duchowości małżeńskiej Equipes Notre-Dame.)

3 grudnia 2014 - Środa


CZYTANIA

(Iz 25,6-10a)
W owym dniu: Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.


(Ps 23, 1-2a. 2b-3. 4. 5. 6)
REFREN: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana


Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.


Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.


Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.


Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.


Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.


Oto Pan przyjdzie, aby lud swój zbawić, błogosławieni, którzy są gotowi wyjść Mu na spotkanie.

(Mt 15,29-37)
Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze. Na to rzekli Mu uczniowie: Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo? Jezus zapytał ich: Ile macie chlebów? Odpowiedzieli: Siedem i parę rybek. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.




ROZWAŻANIE


Dzisiaj mamy chyba najbardziej kulinarny dzień w całym Adwencie: w czytaniu - uczta ze wspaniałego mięsa i win, w psalmie - stół zastawiony przez Pana, a w Ewangelii tłumy jedzą do syta rozmnożone przez Jezusa ryby i chleb. Wydaje się więc, że Bóg dziś dosłownie wchodzi do naszych kuchni - przestrzeni, gdzie my, matki, spędzamy… znaczącą część życia. 


Wchodzi i widzi niezakręcony słoik z miodem, okruchy bułki i rozsypane płatki kukurydziane. Na blacie laptop z otwartymi serwisami kulinarnymi na kategorii "obiad w pół godziny". Może chciałby się oprzeć o stół, ale ten jeszcze cały klei się od śniadaniowej mieszanki twarogu, dżemu i mleka. 


Kiedy tak myślę, że dziś naprawdę mógłby wejść w środek tego bałaganu, to chcę rzucić się do sprzątania. Ale nie dlatego chyba, żeby czuł się komfortowo, ale po to, żebym się przed nim nie wstydziła. Mierzę się z pragnieniem bycia doskonałą we wszystkich obszarach życia, dlatego gdybym wiedziała że przychodzi zrobiłabym wszystko, żeby był pod wrażeniem. Upiekłabym żeberka w miodzie i ciasto czekoladowe, ogarnęłabym dzieciaki, pomalowałabym rzęsy. A potem usiadłabym i czekała, układając w głowie przebieg naszej rozmowy.


Jednak nie wiem kiedy przyjdzie. Jak go znam, to raczej nie będzie wtedy ciasta. Raczej sajgon w całym domu. Ale może wejdzie, przygarnie mnie pod ramię i zmierzwi mi włosy. Na stole położy ciepłe bagietki i ryby. I powie "Nie przejmuj się. Dziś ja ugotuję". A ja się rozpłaczę i będę szlochać aż do deseru.

Paulina Mazur

(Mama trójki Gałganów, związana ze Wspólnotą Św. Pawła w Krakowie. Pisze na http://tominie.pl)




wtorek, 2 grudnia 2014

2 grudnia 2014 - Wtorek


CZYTANIA

(Iz 11,1-10)
I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Owego dnia to się stanie: Korzeń Jessego stać będzie na znak dla narodów. Do niego ludy przyjdą po radę, i sławne będzie miejsce jego spoczynku.


(Ps 72, 1-2. 7-8. 12-13. 17)
Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie


Boże, przekaż Twój sąd królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie
i ubogimi według prawa.


Za dni Jego zakwitnie sprawiedliwość
i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza,
od Rzeki aż po krańce ziemi.


Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,
i ubogiego, co nie ma opieki.
Zmiłuje się nad biednym i ubogim,
nędzarza ocali od śmierci.


Niech Jego imię trwa na wieki,
jak długo świeci słońce, niech trwa Jego imię.
Niech Jego imieniem wzajemnie się błogosławią,
niech wszystkie narody ziemi życzą Mu szczęścia.


Oto nasz Pan przyjdzie z mocą i oświeci oczy sług swoich.

(Łk 10,21-24)
W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.



ROZWAŻANIE

Tyle mam pomysłów na to, co mogę zrobić... Ugotować obiad, wstawić pranie, upiec z dziećmi pierniczki, przeczytać z nimi książkę czy samochodzikami się pobawić. Nie mówiąc o tym, że w kuchni trzeba posprzątać po śniadaniu, remanent zimowy w szafie zrobić, lekcji dopilnować, kwiatki podlać, bo więdną…

A ja siedzę... I karmię piersią - bez przerwy. (Nasza Ania ma jakiś gorszy dzień i potrzebuje mamy na wyłączność...)

Mam też tyle pomysłów na to, jaka powinnam być. Cierpliwa. Mądra. Przyjmująca emocje dzieci na siebie. Mniej gadatliwa. Bardziej uporządkowana. Itd, itp.

Tymczasem dwoje starszych dzieci ma gorączkę, a dwoje młodszych roznosi dom pod każdym względem.

I na to wszystko przychodzi dziś Słowo, że Bóg “zakrywa te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawia je prostaczkom”. Dla mnie to przypomnienie, by żyć w prostocie. Mogę bowiem myśleć o tych wszystkich “powinnam” czy “mogłabym” i trwać w depresji. Mogę też mówić Bogu: “Ty wiesz, co jest dla nas dobre. Uwielbiam Cię w mojej bezsilności”. Lub resztką sił wołać do Niego: “Ratuj!”. I robić tyle, ile jest możliwe. Ciesząc się z dzieci i z pierogów, które zawsze można w takiej sytuacji wyciągnąć z zamrażarki.
 
Agnieszka 
(Urodzona w 1981r., od 10 lat w małżeństwie z Marcinem, z którym mają pięcioro dzieci: Kubę, Martę, Weronikę, Tomka i Anię; od 11 lat we wspólnocie neokatechumenalnej).

poniedziałek, 1 grudnia 2014

1 grudnia 2014 - Poniedziałek


CZYTANIA Z DNIA
 
(Iz 2,1-5)
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!


(Ps 122,1-2.4-9)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana


Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.


Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.


Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.


Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.


(Ps 80,4)
Panie, Boże nasz, przyjdź, aby nas uwolnić, okaż swoje oblicze, a będziemy zbawieni.


(Mt 8,5-11)
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc:
Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: >Idź!< - a idzie; drugiemu: >Chodź tu!< - a przychodzi; a słudze: >Zrób to!< - a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.


ROZWAŻANIE

Adwent i Boże Narodzenie 2008 miały być wyjątkowe. Po raz pierwszy mieliśmy spędzić je jako rodzina: mój Mąż, ja i nasza pierworodna córeczka Ninka, która miała wtedy mieć około pół roku. Przynajmniej tak to sobie wyobrażałam w grudniu poprzedniego roku, w trzecim miesiącu ciąży. A stało się zupełnie inaczej: w dwudziestym tygodniu ciąży u Ninki wykryto ciężka wadę genetyczną. Wiadomo było że umrze kilka godzin po narodzeniu.

"Powiedz tylko słowo a będzie uzdrowione moje dziecko" powtarzałam na każdej Eucharystii. Ale Ninka zmarła jeszcze przed narodzeniem, a urodziłam ją 24 czerwca - równo pół roku przed Wigilią. Przez cały czas miałam poczucie prawie namacalniej obecności Pana i w pełni akceptowałam rozwój wydarzeń. Taki cud...

Jesienią tego samego roku znów zaszłam w ciążę, którą straciłam. Nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, ich skupienia na Dziecku i macierzyństwie, ich rodzinnej atmosfery, wyglądałam z lękiem i niechęcią. Nie wiedziałam jak sobie poradzę z tymi emocjami. To był smutny Adwent i smutne Święta. Przekonałam się jak mogą czuć się ci, którzy z rożnych powodów (losowych, ekonomicznych itd.) są wykluczeni z radości tego czasu. Żłóbek,
"Lulajże Jezuniu", "lili lili laj" zamiast wzruszać, złościły mnie i wywoływały bunt przeciwko czułostkowości celebracji świątecznych.

Później przez wiele miesięcy modliłam się słowami setnika z dzisiejszej Ewangelii o uzdrowienie mojej duszy i moich, popękanych przez te doświadczenia, relacji z rodziną i przyjaciółmi
. Proces uzdrowienia trwał wiele miesięcy a nawet lat, ale rzeczywiście dokonał się i nadal dokonuje, również przez obdarowanie nas przez Boga trójką wspaniałych dzieci. Niesamowita jest dla mnie świadomość że Pismo Święte, również w dzisiejszych czytaniach, mówi o mnie osobiście: to właśnie ja należę do tych wielu, którzy spośród ludow i narodów pogańskich, ze Wschodu i Zachodu, wraz z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem już teraz uczestniczą w uczcie królestwa niebieskiego, poprzez Eucharystię i w doświadczeniach działania Pana w moim życiu. On rzeczywiście osobiście troszczy się o pokój w moim sercu i o moje dobro.


Ela Łazarewicz-Wyrzykowska 
(Biblistka. Od dwunastu lat żona Łukasza. Pełnoetatowa mama czteroipółrocznego Teosia, dwuipółrocznej Klary i siedmiotygodniowej Róży. Niegdyś mocno, obecnie nieco luźniej, związana z warszawską wspólnotą Woda Życia. Odnajduje się w Duszpasterstwie Rodzin u ojców dominikanów na ul. Freta w Warszawie.)