piątek, 19 grudnia 2014

20 grudnia 2014 - Sobota

CZYTANIA

(Iz 7,10-14)

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.

(Ps 24,1-6)

REFREN: Przybądź, o Panie, Tyś jest Królem chwały

Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,

świat i jego mieszkańcy.

Albowiem On go na morzach osadził

i utwierdził ponad rzekami.

Kto wstąpi na górę Pana,

kto stanie w Jego świętym miejscu?

Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,

który nie skłonił swej duszy ku marnościom.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana

i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.

Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,

którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

Kluczu Dawida, który otwierasz bramy wiecznego królestwa, przyjdź i wyprowadź z więzienia jeńca siedzącego w ciemnościach.

(Łk 1,26-38)

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

ROZWAŻANIE

W dniu ślubu wiedzieliśmy z Mężem, że chcemy mieć dużo dzieci. Marzyła nam się duża rodzina. Cieszyliśmy się zatem, że nie musieliśmy długo czekać. Rok po ślubie pojawił się Franuś, a niecałe dwa lata później Klarcia.

Minęło trochę czasu i zaczęliśmy myśleć i marzyć o kolejnym dziecku. W tym samym czasie mieliśmy też zacząć budowę domu, tak więc decyzja nie była już taka prosta, bo jak wiadomo budowa domu to dla rodziny bardzo duże wyzwanie. Po wielu przemyśleniach postanowiliśmy odłożyć poczęcie na późniejszy i w miarę dogodniejszy czas.

W kwietniu rozpoczęliśmy budowę domu, a półtora miesiąca później okazało się, że jestem w stanie błogosławionym. Jak widać Pan Bóg miał dla nas inny plan. Szczęśliwi, choć pełni obaw jak to będzie przyjęliśmy ten piękny boży dar.

Dużo nad tym wszystkim myślałam. Poczułam wtedy, jakby Pan Bóg przemawiał do nas podobnie jak Anioł do Maryi w Ewangelii: „Nie bójcie się! Kolejne dzieciątko to dla Was wielka łaska i dar, a Ja jestem z Wami. Ze mną przezwyciężycie wszystkie trudności!”. Ten początkowy etap budowy, dolegliwości ciążowe i bardzo wiele spraw, które się nawarstwiały był dla nas naprawdę trudny, ale przebrnęliśmy przez to razem z Jezusem. Momentami było bardzo ciężko, ale udało się przezwyciężyć wszelkie trudności, bo przecież „dla Boga nie ma nic niemożliwego”.

Do porodu zostało już tylko 6 tygodni. Ciężko nadążyć za dwójką rozbrykanych maluchów. Brakuje już sił i cierpliwości, ale wiem, że Bóg jest ze mną i z Jego pomocą dotrwam do końca. Lękam się tego jak sobie poradzimy, ale już nie mogę doczekać się, żeby zobaczyć nasze kolejne maleństwo. Pan Bóg chce nam zrobić niespodziankę, bo nawet nie wiemy czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Pewnie ciężko będzie nam ogarnąć to wszystko, ale każdego dnia dziękuję Bogu za nasze dzieci, które są naszą wielką radością i z dnia na dzień coraz bardziej nas zaskakują i zadziwiają. Aż się serce raduje!

Każdego dnia staram się tak jak Maryja zaufać Panu Bogu i wypełniać Jego wolę. Dziękuję Mu za to, że mogę być Matką! Myślę, że dar macierzyństwa jest najcenniejszym darem jaki kobieta może otrzymać od Pana Boga.

Gosia
(Od czterech i pół roku żona Marcina; mama Franciszka (3,5), Klary (18 miesięcy) i Dzidziusia (jeszcze w brzuszku). Organistka.)


19 grudnia 2014 - Piątek

(Sdz 13,2-7.24-25a)
W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła. Anioł Pana ukazał się owej kobiecie mówiąc jej: Otoś teraz niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani sycery i nie jedz nic nieczystego. Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraela z rąk filistyńskich. Poszła więc kobieta do swego męża i tak rzekła do niego: Przyszedł do mnie mąż Boży, którego oblicze było jakby obliczem Anioła Bożego - pełne dostojeństwa. Rzekł do mnie: Oto poczniesz i porodzisz syna, lecz odtąd nie pij wina ani sycery, ani nie jedz nic nieczystego, bo chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia aż do swojej śmierci. Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać.

(Ps 71,3-6.16-17)
REFREN: Będę opiewał chwałę Twoją, Boże

Bądź dla mnie skałą schronienia

i zamkiem warownym, aby mnie ocalić.

Bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą,

Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.

Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,

Panie, Tobie ufam od lat młodości.

Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,

od łona matki moim opiekunem.

Opowiem o potędze Pana,

będę przypominał tylko Twoją sprawiedliwość.

Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości

i do tej chwili głoszę Twoje cuda.

Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać.

(Łk 1,5-25)

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia. Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: Nie bój się Zachariasz! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały. Na to rzekł Zachariasz do anioła: Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku. Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie. Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. Tak uczynił mi Pan - mówiła - wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi.

ROZWAŻANIE 1

Gdy patrzę w przeszłość, przypominam sobie że czytania takie jak te dzisiejsze budziły we mnie skrajne emocje. Zmagając się wiele lat z niepłodnością, albo buntowałam się, że nie jestem wpisana w tak cudowną historię jak żony Manoacha czy Zachariasza, albo ogarniała mnie nadzieja, że przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego i ja też z interwencją Bożą pocznę dziecię. Te huśtawki uczuć związane były z etapami żałoby związanej z nie byciem mamą, które musiałam przeżyć, by zgodzić się na swoją historię życia i ruszyć do przodu.

Dziś jestem mamą. Czasem trudno pamiętać, że kiedyś nią nie byłam, że w naszym domu panowała przeraźliwa cisza, sterylny porządek i... pustka mimo dwojga kochających się ludzi. I znów mam skrajne emocje. Ogromna wdzięczność i poczucie spełnienia, mieszają się z zagubieniem i drogą  po omacku, gdy codziennie na nowo uczę się macierzyństwa.  Bo moje wyobrażenie o sobie jako mamie rozmija się często z rzeczywistością, bo moje dzieci to nie tylko „radość i wesele”, bo rodzicielstwo adopcyjne i to biologiczne okazało się ogromnym wyzwaniem, i wreszcie obecny czas, gdy początek ciąży dosłownie zmiażdżył mnie z powodu tak złego samopoczucia, że właściwie wegetuję, a dom stoi na głowie.

A Pan Bóg, także przez dzisiejsze Słowo, trwa niezmiennie przy swej obietnicy i wciąż zapewnia „nie bój się”, patrząc na moje rozterki i obawy związane z brakiem pewności, czy dostatecznie dobrze wypełniam powołanie, o które tak długo i usilnie wołałam do Niego. Co więcej, obiecuje, że dzieci, które nam podarował są drogie w Jego oczach, że On chce im błogosławić i napełniać swoim Duchem Świętym.

I jeszcze na koniec pozwolę sobie na prośbę... My, mamy, pomódlmy się za kobiety, które chcą, a nie mogą doświadczyć daru macierzyństwa. Jest ich wiele wokół nas. Każda z nich na innym etapie zmagania się z trudem niepłodności. Jedne uśmiechają się przez łzy, inne przywdziewają pancerz złości i złośliwości, jeszcze inne udają, że problem ich nie dotyczy... W głębi serca czują się jak Elżbieta, zhańbione w oczach ludzi i we własnych oczach również. Tęsknią i nie potrafią wypełnić pustki. Pomóżmy im modlitwą przeżyć swoją żałobę, by mogły zrobić krok naprzód i szczerze zawołać do Boga „Bądź dla mnie skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić”!

Agnieszka
(Od 11 lat żona; od 5 lat mama adopcyjna, od 2 lat również biologiczna, oczekująca właśnie na trzecie dziecko; związana ze Wspólnotą Miłości Ukrzyżowanej.)

ROZWAŻANIE 2

Dziesięć lat temu, 2-go października, czyli w Święto Aniołów Stróżów, ja i mój mąż udzieliliśmy sobie sakramentu małżeństwa. Nie przypuszczałam wtedy, że aniołowie będą tak obecni w moim życiu małżeńskim. Rok później, w to samo Święto, chrzciliśmy naszego pierwszego syna. Potem okazało się, że nasza parafia jest p.w Matki Bożej Królowej Aniołów.

Dlatego m.in tak poruszają mnie dzisiejsze czytania. Człowiek i anioł. Pan Bóg posyła Swojego Wysłannika, by ten objawił, że wydarzą się rzeczy niemożliwe z ludzkiego punktu widzenia. Do mnie też przysłał anioła w postaci mojego brata. Mieliśmy już wtedy troje dzieci i ja wiedziałam, że Pan Bóg zaplanował dla nas, żebyśmy otwierali się na kolejne życie. Ale ja walczyłam z Bogiem 9 miesięcy, zanim poczęła się nasza córka. Byłam zmęczona, czasami sfrustrowana. Wydawało mi się, że kolejne dziecko to dla mnie śmierć. Że w końcu zwariuję, albo poranię tylko moje dzieci.

I wtedy przyjechał do mnie mój starszy brat i nie wiadomo dlaczego, zaczął opowiadać o tym, że czyta nową książkę i że jest tam też trochę o Maryi, która zgodziła się na wolę Bożą w swoim życiu. Powiedziała TAK, Amen, Niech mi się stanie, chociaż (jak podaje protoewangelia) gorzko płakała. A potem jeszcze mówił, że Pan Bóg poniekąd łamie człowieka, ale żaden ze złamanych nigdy nie żałował, że Bóg w ten sposób wkroczył w jego historię. I poczęła się Małgosia. I mogę doświadczać siebie zupełnie innej jako mamy. Tak samo popełniającej błędy, ale szczęśliwej.

Dziś jestem w piątej ciąży:) Kochane Kobiety, wypatrujcie swoich aniołów w codzienności...

Danusia
(Od 10 lat w małżeństwie. Mama 4 dzieci: Tymona, Uli, Adama i Małgosi; obecnie  w piątej ciąży. Od 13 lat we Wspólnocie Neokatechumenalnej. Zawodowo pedagog, psychoterapeuta, trener. Uwielbia góry i książki.)

ROZWAŻANIE 3

Julek to nasze pierwsze dziecko; urodził się 11 dni temu. Dla mnie to 11 najbardziej wyjątkowych i niespokojnych jednocześnie dni. Opowieści o „baby bluesie” wkładałam zawsze między bajki, bo przecież ja jestem silna, bo niezawodna, bo zawsze sobie świetnie radziłam. Depresja, słabość i bezradność to tak bardzo obce mi doświadczenia. Poza tym, jak można płakać, gdy ma się takie cudowne stworzenie przy swojej piersi?

A tymczasem płaczę przy byle okazji, martwię się każdym pokasływaniem, każdym niespokojnym snem Julka, każdym jego płaczem, każdą nową wysypką. Nie wiem, czy dobrze go karmię, czy dobrze się odżywiam, czy dobrze pielęgnuję pępuszek i czy w domu nie jest jednak za ciepło. Nie wybaczyłabym sobie przecież, gdyby z mojego powodu stała mu się jakaś krzywda. Rzeczywistość mnie przerosła, bezradność raz po raz mnie osacza.

I w takiej chwili, w sam środek totalnego rozchwiania, strachu, pomieszanego ze szczęściem z jego narodzin, przychodzi dzisiejsze Słowo Boże, a konkretnie słowa psalmu:

Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od lat młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
od łona matki moim opiekunem.


Słowa, które przynoszą pokój – to sam Bóg jest podporą Julka od pierwszych jego chwil, to On go strzeże, On ma nad nim czuwanie. Nie muszę polegać wyłącznie na swojej niezawodności, na swojej sile (a raczej aktualnie bezsilności), nie muszę się bać, bo On jest z nami. To z Boga przychodziła zawsze siła, z którą potrafiłam żyć, nie ode mnie. Żadna w tym moja zasługa, że potrafiłam radzić sobie ze wszystkim, co mnie spotykało. Tak jest i teraz; Bóg w tych chwilach pokazuje mi, że nie ode mnie zależy to, co się dzieje. On jest większy od mojej bezradności; ufam, że On kieruje moimi rękami, gdy ja nie wiem, co począć, by Julkowi nie działa się żadna krzywda. Bóg jest jego podporą.

Aleksandra Maciejewska
(Od 16 miesięcy żona Jana, mama 11-dniowego Julka.)

środa, 17 grudnia 2014

18 grudnia 2014 - Czwartek

CZYTANIA

(Jr 23,5-8)
Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana - kiedy wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą. Będzie panował jako król, postępując roztropnie, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi. W jego dniach Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością. Dlatego oto nadejdą dni - wyrocznia Pana - kiedy nie będą już mówić: Na życie Pana, który wyprowadził synów Izraela z ziemi egipskiej, lecz raczej: Na życie Pana, który wyprowadził i przywrócił pokolenie domu Izraela z ziemi północnej i ze wszystkich ziem, po których ich rozproszył, tak że będą mogli mieszkać w swej ziemi.

(Ps 72,1-2.12-13.18-19)

REFREN: Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie

Boże, przekaż Twój sąd Królowi,
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.

Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie

i ubogimi według prawa.

Wyzwoli bowiem biedaka, który Go wzywa,

i ubogiego, co nie ma opieki.

Zmiłuje się nad biednym i ubogim,

nędzarza ocali od śmierci.

Błogosławiony niech będzie Pan, Bóg Izraela,

który sam czyni cuda.

Na wieki niech będzie błogosławione Jego imię,

a Jego chwała niech wypełni ziemię.

Wodzu domu Izraela, który na Synaju dałeś Prawo Mojżeszowi, przyjdź nas odkupić mocą Twojego ramienia.

(Mt 1,18-24)

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

ROZWAŻANIE 
 
Ileż razy było tak, że miałam swój plan, ułożony gdzieś z tyłu głowy; plan na życie, na dzień, na najbliższą godzinę. Wiele razy te moje plany legły w gruzach, pokrzyżowane różnymi przypadkami, pojawiała się frustracja, gniew, smutek.

Chcieliśmy, by nasze pierwsze Dziecko urodziło się, kiedy skończę pierwszy etap awansu zawodowego (jestem nauczycielem), tak może po roku małżeństwa, żebyśmy mieli czas cieszyć się tylko sobą, żebyśmy gdzieś pojechali (myśleliśmy jeszcze wtedy, że z dzieckiem jest trudniej), a może niech przyjdzie na świat tuż przed wakacjami. Jak już w końcu stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi, rozpoczęły się starania. Po pięciu bardzo trudnych emocjonalnie miesiącach w końcu dotarło do mnie, że nie tędy droga, sami możemy planować, wyznaczać "odpowiedni" czas, ale bez Pana Boga nasze plany to tylko błądzenie po omacku. Zaprosiliśmy Boga w nasze życie, zawierzyliśmy nasze plany i działania właśnie Jemu. Szymek urodził się przed wakacjami ;).

Na Ulę czekaliśmy ponad 10 miesięcy, ale już bez takich negatywnych emocji, wiedziałam, że jak przyjdzie czas, to Pan Bóg obdarzy nas kolejnym dzieciątkiem.

Życie nauczyło mnie, że nie należy przywiązywać się do swoich planów, a raczej trzeba starać się odgadywać plan Boga wobec siebie. 

Święty Józef też pewnie nie planował tego, że będzie Opiekunem Syna Boga, jego plany też się "zawaliły", jednak Anioł nie mówi do Józefa: "nie złość się", "nie irytuj", on mówi "nie bój się".

A codzienność? Wstać rano, zrobić śniadanie, posprzątać, może poprasować, nastawić pranie, później krótki spacer i przygotowanie obiadu... Hahaha! A teraz rzeczywistość: wstać rano - Mała krzyczy i uspokaja się tylko na rękach, gdy czuje bliskość - zachustowana, można zrobić śniadanie. Po śniadaniu Mała zasnęła, Starszy wdrożył się w zabawę - no to sprintem sprzątamy (mam może 2 godzinki), śmieci wyrzucone, "Mamo! Popatrz jak moje samoloty gaszą pożar, są jak jednostki ratownicze! Iiio, iiiio, iiiio!" - straże mają bardzo głośne syreny, więc z planowanych dwóch godzin wykorzystałam 20 minut. Taka to weryfikacja planów, aż do wieczora.

Nie złoszczę się już, nie irytuję, umacniam się w cierpliwości i w miłości do dzieci i męża.

Gdy wczytuję się w dzisiejsze Słowo jeszcze jedno przychodzi mi na myśl.

Bóg chciał, by Józef wspierał Maryję w realizacji Jego Boskiego planu. Pewnie Maryja poradziłaby sobie sama, bo kobiety są silne i wiele mogą, ale nie zostawił jej, nie wysłał aniołów by ją wspierali i pomagali w zwykłych ludzkich rzeczach, Bóg uświęcił tutaj rolę Ojca - Opiekuna.

Panie, dziękuję Ci za mojego męża, za jego wsparcie, pomoc. Za małe gesty, ale tak ważne, by zachować równowagę. Gdy w sobotę rano, cichutko zabiera dzieci z sypialni i daje mi te 20 minut spokojnego snu, gdy w nocy wstaje i zmienia pieluszkę, gdy po powrocie z pracy zabiera starszego syna na basen, bym mogła się wyciszyć, gdy zachęca dzieci do wysiłku, do pokonania trudności, gdy działa tam, gdzie ja dawno bym utuliła, schowała pod skrzydła i nie wypuściła. Dzięki Ci Panie.

Joanna Sięka
(Od pięciu lat żona Jana; matka Szymonka (3,5) oraz Uli (5 miesięcy). Związana z Ruchem Equipes Notre Dame. Nauczyciel matematyki i przyrody w szkole podstawowej.)

ROZWAŻANIE 2

Józef chciał dobrze dla Maryi, chciał ją odesłać, żeby nie mówiono o niej źle. Ale Bóg znał lepsze rozwiązanie, które wymagało od Józefa zaufania Bogu, uwierzenia Mu.

Niesamowite jest dla mnie działanie Józefa. Anioł mu powiedział, co ma robić i Józef od razu to zrobił. Ciekawe, co było w jego głowie, sercu, jakie myśli tam krążyły. Ważne, że podjął to, co mu polecił Bóg.

„Planowaliśmy” z mężem 3 dzieci. I wszystkie ciąże były świadomie przez nas podejmowane. Jednak przy trzeciej ciąży w 20 tygodniu okazało się, że w brzuchu jest dwoje, a nie jedno dziecko. Taka niespodzianka, której twórcą był Bóg.

Oczywiście przyjęliśmy to dziecko z radością. Rzeczywistość po porodzie przez wiele miesięcy była bardzo trudna. Jak ktoś się pytał, jak dajemy sobie radę, to szczerze odpowiadałam, że nie dajemy sobie rady, że są momenty, w których nie dociągamy, brakuje cierpliwości, nie mówiąc już o śnie, czy chwilki oddechu; ciągłe coś trzeba było zrobić, ciągle ktoś coś chciał.

O ileż prostsze byłoby życie z 2 czy 3 dzieci, ile więcej czasu, ile różnych możliwości działania z nimi, ile więcej czasu mogłabym poświęcić każdemu z nich. A tu Bóg miał swój plan. Podejmuję go. Czasami jest we mnie pytanie: dlaczego ja, która upadam, popełniam błędy wychowawcze, nie zawsze umiem kochać tak, jak trzeba? I odpowiadam sobie, że jest to droga, na której mam tej miłości się uczyć. I wiem, że jest to droga najlepsza da mnie. Ciągle proszę o miłość do męża, dzieci, bo wiem, że miłość jest darem. A Bóg jest jedynym dawcą miłości.

Panie daj nam siłę na drodze matkowania,
Daj miłość, bo jej tak bardzo potrzebujemy,
Daj nam Siebie, abyśmy mogły dawać Ciebie.

Monika
(Żona; mama Zuzi (9,5), Krzysia (6,5), Tomka (3,5) i Pawła (3,5))

17 grudnia 2014 - Środa

CZYTANIA

(Rdz 49,2.8-10)

Jakub zwołał swoich synów i powiedział do nich: Zbierzcie się i słuchajcie, synowie Jakuba, słuchajcie Izraela, ojca waszego! Judo, ciebie sławić będą bracia twoi, twoja bowiem ręka na karku twych wrogów! Synowie twego ojca będą ci oddawać pokłon! Judo, młody lwie, na zdobyczy róść będziesz, mój synu: jak lew czai się, gotuje do skoku, do lwicy podobny - któż się ośmieli go drażnić? Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!

(Ps 72,1-4.7-8.17)

REFREN: Pokój zakwitnie, kiedy Pan przybędzie

Boże, przekaż Twój sąd Królowi,

a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.

Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie

i ubogimi według prawa.

Niech góry przyniosą pokój ludowi,

a wzgórza sprawiedliwość.

Otoczy opieką ubogich z ludu,

będzie ratował dzieci biedaków.

Za dni Jego zakwitnie sprawiedliwość

i wielki pokój, aż księżyc nie zgaśnie.

Będzie panował od morza do morza,

od Rzeki aż po krańce ziemi.

Niech Jego imię trwa na wieki,

jak długo świeci słońce, niech trwa Jego imię.

Niech Jego imieniem wzajemnie się błogosławią,

niech wszystkie narody ziemi życzą Mu szczęścia.

Mądrości Najwyższego, która urządzasz wszystko mocno i łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności.

(Mt 1,1-17)

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była /dawna/ żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń.

ROZWAŻANIE

Mówi się, że Adwent to „czas oczekiwania”, ale przecież słowo „adwent” oznacza „przyjście”. Nie jest więc to okres czekania na narodzenie się Jezusa. On już się urodził. Jest to okres, w którym mamy być gotowi na Jego powtórne przyjście, byśmy mogli wraz z nim osiągnąć pełnie szczęścia.

Czterdzieści dwa pokolenia czekały na narodziny Mesjasza i w końcu je przegapiły. Zbyt pochłonięte były czekaniem. Bardzo często ulegam podobnemu zjawisku. Czekam na coś wielkiego, wspaniałego, na rewolucję w moim życiu. Zaniedbuję tym samym teraźniejszość. Nie doceniam czasu, który mam na to by stawać się lepszą już teraz. Po czasie uświadamiam sobie, że to co się działo, było potrzebne bym dojrzała lub nauczyła się czegoś. Wszystko układa się w całość. Tak było z moją edukacją, pracą, no i ze znalezieniem męża. Tera czekam na poczęcie się drugiego dziecka zamiast BYĆ GOTOWĄ NA PRZYJĘCIE NOWEGO ŻYCIA.

Każdy i każda z wymienionych w rodowodzie Chrystusa postaci miała swoją szczególną rolę w historii zbawienia (o niektórych możemy przeczytać na kartach Pisma Św.). My teraz też mamy swoje role, które powierzył nam Pan Bóg. Szczególnie jako matki-kobiety. Jesteśmy narzędziami w ręku Boga Stwórcy, tak samo jak Maryja. Nie rodzimy i nie wychowujemy dzieci dla siebie. One rodzą się z nas dla Boga.

Elżbieta
(Żona Krzysztofa i mama dwuletniego Wojtusia. Ratownik medyczny, dula. Wierna parafianka, członkini wspólnoty Bartymeusz przy par. św. Aleksandra w Warszawie.)




wtorek, 16 grudnia 2014

16 grudnia 2014 - Wtorek

CZYTANIA

(So 3,1-2.9-13)
Biada buntowniczemu i splugawionemu miastu, co stosuje ucisk! Nie słucha głosu i nie przyjmuje ostrzeżenia, i nie ufa Panu i nie przybliża się do swego Boga. Wtedy bowiem przywrócę narodom wargi czyste, aby wszyscy wzywali imienia Pana i służyli Mu jednomyślnie. Z tamtej strony rzek Kusz wielbiciele moi, Córa z moimi rozproszonymi, dar Mi przyniosą. W dniu tym nie będziesz się wstydzić wszystkich twoich uczynków, przez które dopuściłaś się względem Mnie niewierności; usunę bowiem wtedy spośród ciebie pysznych samochwalców twoich i nie będziesz się więcej wywyższać na świętej mej górze. I zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani mówić kłamstwa. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by (ich) przestraszył.

(Ps 34,2-3.6-7.17-19.23)
REFREN: Biedak zawołał i Pan go wysłuchał

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą pokorni i niech się weselą.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

Przyjdź, Panie, a nie zwlekaj, odpuść grzechy swojego ludu.

(Mt 21,28-32)
Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy! Ten odpowiedział: Idę, panie!, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: Nie chcę. Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca? Mówią Mu: Ten drugi. Wtedy Jezus rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.

ROZWAŻANIE

Pewnie tak masz, że są dni, gdy ręce opadają, gdy czujesz, że nie dasz rady sprostać oczekiwaniom swoim i innych. Może ciężko Ci słuchać i znów się spinać i masz ochotę wszystko rzucić, wziąć torbę na ramię i targana emocjami... po prostu wyjść.

Ja też tak mam. Nie mogę już czasem ze zmęczenia słuchać potrzeb i oczekiwań i być radosna "dookoła twarzy", cierpliwa i otwarta.

Czasem ciężko nam tak, że... tylko wyjść. I czujemy, że dojeżdżamy do ściany. Potem żałujemy słów, zaprzepaszczonych szans, czasu, który minął, nerwowych reakcji, opryskliwości, choć w środku wyjemy, że Ojcze to ze zmęczenia, że jestem pogubiona jak dziecko, że sił brak...

Słowo na dziś daje nadzieję, zrozumienie i niesie pokój. Bo Pan wysłucha twojego wołania Biedaku. Zobacz - jaka to będzie ekipa w Niebie. Celnicy nierządnice, degeneraci, wykluczeni... Ci, których spycha się na margines i są znani z braku siły...

I to dobrze! Ty i Ja mamy szansę – z naszym niedoskonałym Mamowaniem, z emocjami, co wzięły górę przy pierwszym podejściu, niesprostaniem oczekiwaniom, z tą torbą na plecach w drzwiach... gdy wracasz jednak, bo Kochasz, a małe rączki wieszają się na szyi.

Bo Pan jest blisko skruszonych w sercu.

Ola Pruszkowska
(Od ponad 12 lat żona Andrzeja. Mama Ali i Tymka. W ciągłym niedoczasie, wołająca do Ojca. Od 13 lat w Wodzie Życia.)

ROZWAŻANIE 2

Zanim zostałam mamą, pójście na adorację nie było problemem. Obecnie, gdy chcę odwiedzić Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, muszę zabrać ze sobą dwulatka. Zachodzimy więc do kościoła w drodze na zakupy lub plac zabaw. Jak kościół jest pusty, to mogę sobie pozwolić aż na 5 minut modlitwy. Po ok. 3 minutach słyszę „IDZIEMY” lub „TLAKTOL” (trochę ich ostatnio jeździ na placu przed kościołem). Pozostaje wtedy zrobić „PA PA” Panu Jezusowi i „wysłać” całuska Matce Bożej. Macierzyństwo nie służy długotrwałej kontemplacji.

Za to idealnym rozwiązaniem są AKTY STRZELISTE. Te krótkie formy modlitwy, wezwania, prośby, błagania, dziękczynienia Bogu kojarzą mi się z dzisiejszym psalmem: "Zawołał biedak i Pan go wysłuchał", "Pan słyszy wołających o pomoc".

To jest właśnie to co przydaje się matkom: "Panie Boże niech on przestanie już płakać", "Dzięki Ci, że w końcu zasnął", "Daj mi siłę!", "Boże, cierpliwości bo oszaleję!".

Amen

Elżbieta
(Żona Krzysztofa i mama dwuletniego Wojtusia, ratownik medyczny, Dula, wierna parafianka, członkini wspólnoty Bartymeusz przy par. św. Aleksandra w Warszawie.)


niedziela, 14 grudnia 2014

15 grudnia 2014 - Poniedziałek

CZYTANIA

(Lb 24,2-7.15-17a)

Gdy Balaam podniósł oczy i zobaczył Izraela rozłożonego obozem według swoich pokoleń, ogarnął go Duch Boży i zaczął głosić swoje pouczenie, mówiąc: Wyrocznia Balaama, syna Beora; wyrocznia męża, który wzrok ma przenikliwy; wyrocznia tego, który słyszy słowa Boże, który ogląda widzenie Wszechmocnego, który pada, a oczy mu się otwierają. Jakubie, jakże piękne są twoje namioty, mieszkania twoje, Izraelu! Jak szerokie doliny potoków, jak ogrody nad brzegiem strumieni lub jak aloes, który Pan sadził, i jak cedry nad wodami. Płynie woda z jego wiader, a zasiew jego ma wilgoć obfitą; król jego wiele mocniejszy niż Agag, królestwo jego w góarę wyniesione. I wygłosił swoje pouczenie, mówiąc: Wyrocznia Balaama, syna Beora; wyrocznia męża, który wzrok ma przenikliwy; wyrocznia tego, który słyszy słowa Boże, który ogląda widzenie Wszechmocnego, a w wiedzy Najwyższego ma udział, który pada, a oczy mu się otwierają. Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło.

(Ps 25,4-9)

REFREN: Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,

naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.

Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń,

Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Wspomnij na swoje miłosierdzie, Panie,

na swoją miłość, która trwa od wieków.

Tylko o mnie pamiętaj w swoim miłosierdziu,

ze względu na dobroć Twą, Panie.

Dobry jest Pan i prawy,

dlatego wskazuje drogę grzesznikom.

Pomaga pokornym czynić dobrze,

pokornych uczy dróg swoich.

(Ps 85,8)

Okaż nam, Panie, łaskę swoją, i daj nam swoje zbawienie.

(Mt 21,23-27)

Gdy Jezus przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu z pytaniem: Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę? Jezus im odpowiedział: Ja też zadam wam jedno pytanie; jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi? Oni zastanawiali się między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, to nam zarzuci: Dlaczego więc nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: od ludzi - boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: Nie wiemy. On również im odpowiedział: Więc i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię.

ROZWAŻANIE

Zaskakuje mnie ten maminy Adwent. Im dłużej rozmyślałam nad "swoimi" czytaniami i próbowałam odczytywać je w kontekście bycia mamą, tym więcej pojawiało się myśli ogólnoczłowieczych. O tym, jak bardzo potrzebuję wyrwania się z maminego świata - by do niego dobrze powracać, jak bardzo konstytuują mnie inne przestrzenie, rozmowy o książkach, ludzie, muzyka mocno zaniedbana, kawa w kawiarni z moim mężem.

Zmagam się nieustannie z pytaniem, na ile życie, które wiodę, w którym brakuje światów i aktywności niezwykle dla mnie 
ważnych, jest koniecznym ogołoceniem. Oddaję się przecież najważniejszemu, czyli mężowi i synkom, i nie zamieniłabym tego na nic innego. Ale gdzieś w sercu jest  pragnienie, by przezwyciężać zmęczenie/lenistwo/strach i wychodzić - razem z mężem i synkami - do świata, który przecież jest taki bogaty.

Jak to jest, Panie Boże? Czy teraz wyczynem ma być po prostu pozmywanie naczyń wieczorem, a podróżą w nieznane spacer z dwójką dzieci? Czy tak chcesz mnie nauczyć odpowiedzialności? I radości? 


Pragnienia serca to jedno, a to, co o mnie pomyślą inni, to drugie. I w tym miejscu mogę sobie podać rękę z arcykapłanami z dzisiejszej Ewangelii. Kalkulowali, co odpowiedzieć Jezusowi, by wypaść jak najlepiej. Ja też ważę słowa, kombinuję wpółświadomie, co komu powiedzieć, komu czego nie mówić pod żadnym pozorem, by zachował o mnie dobre zdanie. Jak bardzo interesuje mnie, co inni myślą o tym, jak wychowuję dzieci, ogarniam dom (nie ogarniam), jak irytują wszelkie krytyczne uwagi. 
Słowa.

Starszy syn zaczyna pytać. Jest świetnym obserwatorem, jak przystało na dwuipółlatka. W jego pytaniach nie ma podstępu. Daj, Boże, taką prostotę w myślach i słowach. Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Przyjdź, po prostu.



Marysia
(Żona Jakuba, mama Józka i Janka)


sobota, 13 grudnia 2014

14 grudnia 2014 - Trzecia Niedziela Adwentu

CZYTANIA

(Iz 61,1-2a.10-11)

Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski Pańskiej. Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty. Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwalba wobec wszystkich narodów.

(Łk 1,46-50.53-54)

REFREN: Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim

Wielbi dusza moja Pana,

i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.

Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy,

oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.

Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,

święte jest imię Jego.

A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie

nad tymi, co się Go boją.

Głodnych nasycił dobrami,

a bogatych z niczym odprawił.

Ujął się za swoim sługą, Izraelem,

pomny na swe miłosierdzie.

(1 Tes 5,16-24)

Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona.

(Iz 61, 1)
Duch Pański nade mną, posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.

(J 1,6-8.19-28)

Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

ROZWAŻANIE

Tyle obietnic, tyle dobrych nowin w dzisiejszych czytaniach:

że Duch Pański nade mną,

że mnie przyodział szatami zbawienia,

że okrył płaszczem sprawiedliwości,
wejrzał,
namaścił,
uczynił wielkie rzeczy.


Gdy idę spać tak późno, że wolę nie liczyć ile godzin snu mi zostało, gdy wstaję w nocy do najmłodszego synka, gdy budzę się ciemnym grudniowym rankiem, żeby pomóc starszym rozpocząć dzień, zdążyć na roraty czy do szkoły - On jest przy mnie, namaszcza, okrywa.

I gdy spiętrzają się trudności, dzieci się kłócą, mąż poczuł się dotknięty jakimś zdaniem, a ja przecież wcale nie chciałam go zranić, gdy mimo starań wszystko idzie na opak, gdy czuję się beznadziejną mamą i mam ochotę uciec gdzieś daleko - On jest.

I gdy kłopoty mnie przerastają, gdy wołam, że o mnie chyba zapomniał, a przecież sam wezwał mnie i zaprosił na drogę bycia żoną i mamą, więc mógłby mi teraz pomóc… Nie opuszcza mnie. Ujmuje się za swoim sługą, pomny na swe miłosierdzie.

Dziś przyszedł ze słowem „zawsze się radujcie, w każdym położeniu dziękujcie (…) Wierny jest ten, który Was wzywa.”


Aż mi wstyd, bo czasem obrażam się na Niego lub ulegam panice, zwłaszcza, gdy sprawy się komplikują, a ja mam wrażenie, że wołam w głuchą pustkę, że może lepsi i świętsi są wysłuchiwani, lecz nie ja. Potem odkrywam że trudne sprawy się wyprostowały, chmury i miejskie smogi rozwiał wiatr, kłopoty okazały się drogą ku dojrzewaniu, a ja przyjęłam to jako naturalną kolej rzeczy, a nie zauważyłam w tym ręki Pasterza, który przyodział, namaścił, zatroszczył się o moje spanikowane, małe serce. Znów zapomniałam o dziękczynieniu, a przecież to On pomógł kolejny raz powstać.

A gdy mnie już pocieszył, powiedział: „namaściłem was i posłałem, abyście głosili dobrą nowinę ubogim, opatrywali rany serc złamanych”.

Więc teraz, kochana, czas przestać się użalać, tylko zrobić to, do czego cię zapraszam. Gdy czytam te słowa w kontekście bycia mamą, tak wyraźnie widzę, że dużo łatwiej przychodzi mi głosić dobrą nowinę i opatrywać rany serc złamanych wobec młodszych dzieci przybiegających z płaczem i ufnością, że pomogę. A wobec starszych, przykrywających niekiedy smutek i zniechęcenie burknięciem, złością czy nieprzyjemną uwagą wobec rodzeństwa, jest mi o wiele trudniej. Wtedy mam raczej ochotę strofować, pouczać i napominać. Domagać się natychmiastowego zreflektowania się i poprawy. Dopiero po chwili dociera do mnie, że przecież gdy ja się obrażam lub bezgłośnie krzyczę w niebo, mój Pasterz prowadzi mnie łagodnie, namaszcza, przyodziewa. Daje mi czas. Nie gasi Ducha, przeciwnie wzmacnia i dodaje odwagi.

Cały czas uczę się od Niego jak prowadzić moje dzieci, jak być dla nich pasterzem, jak nie gasić Ducha. I jak, niezależnie od wszystkiego, zawsze się radować i w każdym położeniu dziękować. Także za to, że choć nie wiem jak napisać ten tekst, by pokazać, że w zwykłej codzienności, na 4 piętrze bez windy wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, to nie muszę się tym martwić. On zawsze swą mocą dopełnia moje braki. W tym moja nadzieja jako mamy.

Justyna
(Mama Stasia, Marysi i Józka, nauczyciel akademicki)


ROZWAŻANIE 2

Postanowiłam do pięknego rozważania Justyny dodać swoje dwie obserwacje. Nie mogłam się powstrzymać...

Po pierwsze, Magnificat, będący dzisiejszym psalmem responsoryjnym, przywołuje sytuację spotkania dwóch Mam, dzielących się swoim doświadczeniem działania łaski Bożej w ich życiu, w macierzyństwie. To wydaje mi się kwintesencją naszego kalendarza adwentowego.* Przepełnia mnie wdzięczność wobec wszystkich Mam, które zechciały włączyć się w to dzielenie, czy to jako autorki rozważań, czy jako czytelniczki. Dziękuję! Dobrzę że jesteście!

Po drugie, podobnie jak Justynę, mnie też zatrzymały słowa "Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim". Jako mama - może szczególnie teraz, kiedy mam trójkę małych dzieci: niemowlę, ciężko przeżywającą pojawienie się nowej siostrzyczki, a do tego chorą na zapalenie oskrzeli dwuipółlatkę oraz megawrażliwego czterolatka - bardzo doświadczam ubóstwa. Rozumiem je jako doskwierające poczucie braku, niezaspokojonych potrzeb oraz zredukowanie do wypełniania bardzo podstawowych funkcji zapewniających przetrwanie potomstwu. Sen - a co to jest? Zjeść spokojnie ciepły posiłek? Wypić gorącą herbatę? Porządnie zadbać o wygląd w przededniu chrztu najmłodszej? Spokojnie wziąć prysznic? Marzenia! Nie mówiąc o potrzebach wyższych, łącznie z modlitwą. Przecież zawsze trzeba kogoś nakarmić, przewinąć, zetrzeć z podłogi czyjeś siuśki, podetrzeć czyjąś pupę, wytrzeć nos, otrzeć łzy, posprzątać jedzenie z podłogi (kto słyszał o baby aftering?), pomóc zasnąć, i tak dalej. A o ile bardziej stan ubóstwa przeżywają mamy doświadczające trudnej ciąży, które muszą leżeć, uważać na każdy ruch?

Wciąż stykamy się z namowami, żeby od tego, nie ukrywajmy uciążliwego, ubóstwa na różne sposoby się uwalniać, uciekać i myśleć bardziej o sobie. A Bóg namaścił Jezusa żeby mi właśnie w tym ubóstwie głosił dobrą nowinę o zbawieniu. Bardzo pragnę ją usłyszeć w zgiełku mojej hałaśliwej codzienności.

Ela Łazarewicz-Wyrzykowska 
(Biblistka. Od dwunastu lat żona Łukasza. Pełnoetatowa mama czteroipółrocznego Teosia, dwuipółrocznej Klary i siedmiotygodniowej Róży. Niegdyś mocno, obecnie nieco luźniej, związana z warszawską wspólnotą Woda Życia. Odnajduje się w Duszpasterstwie Rodzin u ojców dominikanów na ul. Freta w Warszawie.)

* Oczywiście mam nadzieję że wśród naszych czytelniczek i czytelników są nie tylko mamy!


ROZWAŻANIE 3

Moim wielkim pragnieniem jest umieć radować się i dziękować Panu za to, że jestem poczwórnie matką, żoną. Czasami jednak te dary doprowadzają mnie do skrajnie innych uczuć. Być może tym bardziej tak mocno pragnę tego, co usłyszałam w czytaniu... i nie umiem jakby zbyt często, ani się modlić, ani radować, ani czuwać, ani dziękować za to, że tak hojnie mnie obdarzył. 

Dziś usłyszałam na mszy dla dzieci (której wybitnie nie lubię) to Wezwanie do Radości - gdzieś pomiędzy ukrywaniem swojego sutka ssanego przez mojego wygłodniałego najmłodszego synka, a próbą zainteresowania mszą bardzo wynudzonego starszego syna, a uczuciem dyskomfortu, że mój mąż z resztą dzieci siedzi gdzieś daleko od nas, a tym, że jakiś chłopczyk koło nas głośno płakał i ledwo słyszałam czytanie - zrozumiałam, że to do mnie, że pośród różnych adwentowych przygotowań i starań (które marnie mi wychodzą), tym mam się zająć - po prostu pielęgnowaniem Radości mimo wszystko...

Radować się mimo wszystko...

Zostało mi kilknaście dni adwentu. Mogę zacząć od zaraz...

Czyli np. od momentu kiedy kończę suszyć włosy córce, ratuję najstarszego syna przed przeziębieniem, zaczynającym się nagle, wieszaniem prania i robieniem  kanapek na następny dzień...

Chcę zacząć od zaraz.

Ciekawe, tak na koniec... wpisałam "radość" w google. I oto co mi ciekawego wyskoczyło w Wikipedii (dalej nie szukam bo MUSZĘ iść spać):
"Św.Tomasz z  Akwinu mówił, że jest pięć sposobów na radość, czyli walkę ze smutkiem. Jest to tzw. pięć dróg radości:
    1.    Sprawić sobie jakąś przyjemność.
    2.    Wypłakać się.
    3.    Rozmowa z przyjacielem.
    4.    Kontemplacja prawdy. Tomasz mówi: "Nie ma nic przyjemniejszego od kontemplowania prawdy".
    5.    Kąpiel i sen."

Amen

Weronika Karwowska
(Mama 11-letniego Franka, 9-letniego Rocha, 6-letniej Mii i 9-miesiecznego Leona, żona Łukasza. Scenograf, malarz, kostiumograf. Blisko Dominikanów, jeszcze bliżej tradycji Modlitwy Jezusowej.)