środa, 24 grudnia 2014

Wigilia 2014


Ostatnie rozważania tego Adwentu już za nami. W tym miejscu na blogu miało znajdować się uroczyste podsumowanie naszego mamowego Adwentu i piękne, wymyślne życzenia, ale... wczoraj dzieci szalały do późna i wszystkie plany musiały ulec weryfikacji. Przygotowania do Wigilii jeszcze w głębokim lesie, a o pisaniu nie na co marzyć. Nieważne. Ważne, żebyśmy nie przeoczyli Tego, Który Przychodzi - najczęściej w najmniej spodziewany sposób. Tego właśnie życzymy wszystkim naszym Autorkom, Czytelniczkom i Czytelnikom.

Dziękujemy Wam za wspólną adwentową drogę. Czujemy się obdarowane i umocnione. Mamy nadzieję, że Wy również. Cudownego świętowania!



Ela i Małgosia

24 grudnia 2014 - Środa

CZYTANIA

(2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16)

Gdy król zamieszkał w swoim domu, a Pan poskromił wokoło wszystkich jego wrogów, rzekł król do proroka Natana: Spójrz, ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Boża mieszka w namiocie. Natan powiedział do króla: Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Pan jest z tobą. Lecz tej samej nocy Pan skierował do Natana następujące słowa: Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej. Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki. Twój tron będzie utwierdzony na wieki.

(Ps 89,2-5.27.29)

REFREN: Na wieki będę sławił łaski Pana

Na wieki będę sławił łaski Pana,

moimi ustami będę głosił Twą wierność

przez wszystkie pokolenia.

Albowiem powiedziałeś:

„Na wieki ugruntowana jest łaska,”

utrwaliłeś swą wierność w niebiosach.

„Zawarłem przymierze z moim wybrańcem,

przysiągłem mojemu słudze, Dawidowi:

Utrwalę twoje potomstwo na wieki,

i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia”.

On będzie wołał do Mnie: „Ty jesteś moim Ojcem,

moim Bogiem, opoką mego zbawienia”.

Na wieki zachowam dla niego łaskę,

i trwałe będzie moje z nim przymierze.

Wschodzie, blasku światła wiecznego i słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w ciemnościach i mroku śmierci.

(Łk 1,67-79)

Zachariasza ojciec Jana został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izrael, że nawiedził lud swój i wyzwolił go, i moc zbawczą nam wzbudził w domu sługi swego, Dawida: jak zapowiedział to z dawien dawna przez usta swych świętych proroków, że nas wybawi od nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że miłosierdzie okaże ojcom naszym i wspomni na swoje święte Przymierze; na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi, że nam użyczy tego, iż z mocy nieprzyjaciół wyrwani bez lęku służyć Mu będziemy w pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, o w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju.



ROZWAŻANIE 1

W moim domu o godzinie 24 roznosi się zapach smażonej ryby i kajmaku... Przed chwilą pomyliłam się i zamieszałam kajmak łyżką, która jest cała w marchewce... Do tego skończyła się już oliwa, a ja mam jeszcze do dosmażenia jeszcze dwa kawałki ryby... I w TO ma wejść już za chwilę Pan Jezus?!

Dziś na ostatnim dniu rekolekcji, na których udało mi się być z Mężem (tak, tak - nawet to na ostatnią chwilę - rekolekcje tzw. "ostatniej szansy";) Ksiądz użył stwierdzenia, że czasem w naszych sercach, naszym życiu jest taka "stajnia Augiasza". I tak jest. Dokładnie dziś. W Wigilię narodzin Pana. Panie Jezu, czy naprawdę chcesz w to wejść?… W to całe nie-ogarnięcie, nie-dokończenie, a nie mówię tylko o zewnętrznych rzeczach, ale tak czuję dziś w moim sercu. Od kiedy pojawiła się na świecie Klarusia cały świat (i w tym nasz dom) stoi na głowie. Ja się cały czas uczę, a powinnam być dziś już tak świetnie przygotowana... na przyjście Jezusa.

Ale przecież i Maryja nie była tak świetnie przygotowana na przyjście Jezusa, jak nam by się mogło wydawać. Przecież ta młoda dziewczyna (16-letnia!!) nie wiedziała czym jest poród, w jakich bólach będzie jej dane to znieść, ale więcej - ona nawet nie wiedziała gdzie będzie rodzić! Nie miała zaklepanego miejsca w św. Zofii w Domu Narodzin (gdzie mi szczęśliwie udało się powitać na świat moje dziecko :), ale to wszystko było dla niej wielką niewiadomą. I urodziła… niemalże na sianie, wśród zwierząt też w takiej :"stajni Augiasza".

Ale chyba nie to jest najważniejsze. Jak jesteśmy uporządkowani czy "przygotowani". Gdybyśmy czekali na to "uporządkowanie" swojego życia, to chyba nigdy nie moglibyśmy przyjąć do serca Nowonarodzonego. I dziś ja - w tym całym nieuporządkowaniu, rozgardiaszu - pragnę przyjąć Ciebie Panie Jezu do swojego serca. Nie wiem nawet czy uda mi się pójść na pasterkę z moim 7-miesięcznym dzieckiem, ale... choćby i nie, to przecież Ty znasz moje serce i wiesz, co się w nim kryje. W tysiącach myśli - nieuporządkowanych, goniących jedna za drugą - jednak wciąż poszukuję Ciebie. I pragnę przyjąć Twoje Narodzenie na nowo. W moim sercu.

Oby ten stół wigilijny był czymś więcej niż tylko "tradycją" - rodzinną czy narodową. Obyśmy dziś, wspólnie, prawdziwie świętowali przy tym stole przyjście na świat naszego Zbawiciela! (A kajmak z marchewką może się mieszać do woli ;)

Angelika
(25 lat, z zawodu aktorka, obecnie zawodowo zajmująca się 7-miesięczną Klarą. Od 7 lat związana ze wspólnotą "Woda Życia".)

ROZWAŻANIE 2

Właściwie, to dobrze by było gdyby jedno z dzisiejszych rozważań napisał któryś z ojców… Bo pieśń Zachariasza, słowa, które kieruje do Jana, to proroctwo ojca nad dzieckiem. Myślę, że ten krótki tekst może być wzorem naszych modlitw za nasze dzieci, a nawet w ogóle naszych relacji z dziećmi. Może szczególnie tych między ojcami a synami?

A więc, najpierw uwielbienie Boga i Jego tajemniczych, pełnych miłości zbawczych planów wobec nas. Potem spojrzenie na dziecko w kontekście tych właśnie planów. Planów Bożych, nie ojcowskich.

Obyśmy, jako rodzice, właśnie tak potrafili modlić się za nasze dzieci, obyśmy takiej przyszłości im życzyli i do niej je wychowywali: aby torowały Panu drogi w ludzkich sercach przez obdarzanie ich miłością na wzór miłości Pana; aby świadectwem swojego życia dawały ludziom poznać zbawienie, dokonujące się przez odpuszczenie grzechów; aby znały Boga serdecznie się nad nami pochylającego i potrafiły Go ukazywać innym.

I naprawdę nie ma znaczenia, czy zostaną prawnikami, lekarzami, naukowcami, czy kimś zupełnie innym…

Ela Łazarewicz-Wyrzykowska
(Biblistka. Od dwunastu lat żona Łukasza. Pełnoetatowa mama czteroipółrocznego Teosia, dwuipółrocznej Klary i dwumiesięcznej Róży. Niegdyś mocno, obecnie nieco luźniej, związana z warszawską wspólnotą Woda Życia. Odnajduje się w Duszpasterstwie Rodzin u ojców dominikanów na ul. Freta w Warszawie.)


wtorek, 23 grudnia 2014

23 grudnia 2014 - Wtorek

CZYTANIA

(Ml 3,1-4.23-24)

Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych. Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. I skłoni serce ojców ku synom, a serce synów ku ich ojcom, abym nie przyszedł i nie poraził ziemi [izraelskiej] przekleństwem.

(Ps 25,4-5.8-10.14)

REFREN: Podnieście głowy, bo Zbawca nadchodzi

Daj mi poznać Twoje drogi, Panie,

naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.

Prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń,

Boże i Zbawco, w Tobie mam nadzieję.

Dobry jest Pan i prawy,

dlatego wskazuje drogę grzesznikom.

Pomaga pokornym czynić dobrze,

pokornych uczy dróg swoich.

Wszystkie ścieżki Pana są pewne i pełne łaski

dla strzegących Jego praw i przymierza.

Bóg powierza swe zamiary tym, którzy się Go boją,

i objawia im swoje przymierze.

Królu narodów, kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego z mułu utworzyłeś

(Łk 1,57-66)

Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim.

ROZWAŻANIE

Kiedy czytam fragment z Ewangelii św. Łukasza, najpierw widzę tych, którzy przyszli do Elżbiety i Zachariasza. Nie wiem czemu, ale na plan pierwszy wysuwa się ich trzykrotne „Oooo!”.

Najpierw „Ooo!” zdziwienia i radości, bo Elżbieta doczekała rozwiązania, cud się spełnił. Potem  „Ooo!” zdziwienia i zaskoczenia, bo oto rodzice tego maleństwa wyłamują się z czegoś, co obowiązuje wszystkich, wprowadzają jakąś nowość  - i są w tym tacy jednomyślni! Kiedy Elżbieta mówi, że jej syn będzie miał na imię Jan, dopytują jeszcze jej męża – może z nadzieją, że choć on będzie stał na straży porządku. Pewnie nieźle się zdziwili, kiedy przeczytali napisane przez Zachariasza słowo imię „Jan”. Całą scenę zamyka zdziwienie i strach, bo zamiast „gromu z jasnego nieba” otrzymali znak, że „ręka Pańska była z nimi”. Pewnie sobie mówili „A myśmy się spodziewali…”. Na koniec dowiaduję się, że to potężne uczucie zdziwienia uderza w serca wszystkich, którzy słyszą, co tam się wydarzyło.

Cóż, chyba jednak nieprzypadkowo w tak bogatej scenie właśnie to zdziwienie jest dla mnie najważniejsze. Wszystkim moim trafnym decyzjom i sytuacjom (czasem bardzo trudnym), które były drogą do nich, a za które dziś dziękuję Bogu, towarzyszyło wielkie zdziwienie otoczenia. Kiedy zerwałam zaręczyny po bardzo długim związku, kiedy rzucałam doktorat, kiedy, pomimo fatalnych warunków mieszkaniowych i finansowych, pragnęłam być mamą (oj, bolało mnie, kiedy zamiast: Hura! Gratulujemy! Słyszałam: I co teraz? Jak Wy sobie dacie radę?). A i teraz, kiedy mówię, że pragnę jeszcze trzeciego dziecka (w mojej rodzinie to się do tej pory nie zdarzyło) nieraz słyszę, że to po prostu dziwne. I tak jest też z szeregiem działań, których się podejmuję.

Ale dla mnie to zdziwienie jest którymś tam z kolei znakiem. Najpierw się modlę – proszę o światło (jak pięknie pasuje tu dzisiejszy psalm). Potem podskórnie czuję, co trzeba zrobić (czasem pomysł jest dziwny, niepospolity, ale jakiś taki pociągający – niekiedy strasznie się boję). Kolejny etap to możliwość jego realizacji – otwiera ją jakaś sytuacja lub zjawia się nowa osoba. A pewności, że obrany kierunek jest dobry, dodają mi różne rodzaje zdziwienia innych: „Ooo! Nie! Tego się nie da zrobić”, „O! Super pomysł, szacun, ja bym się za to nie brała”, „O! Nie żartuj!”… Ostatnio dochodzi jeszcze moje zdziwienie tym, że  mój mąż ten pomysł czy drogę popiera i wbrew moim oczekiwaniom, mówi „TAK”.  I jeszcze jedno – pokój w sercu, który temu towarzyszy. Tyle znaków i zdziwień wystarczy.

Oczywiście droga nie zawsze jest prosta i w czasem sobie myślę: „Rzeczywiście, za słaba na to jestem, nie daję rady..”, jednak po czasie widzę, że to była bardzo dobra decyzja. Bo „wszystkie ścieżki Pana są pewne i pełne łaski”.

Chciałabym choć w części umieć odpłacać Panu tak, jak On mi daje. Za Jego natychmiastowe działanie, jak Zachariasz, natychmiast dziękować, uwielbiać – dosłownie „natychmiast”. Nie czekać na wieczór - aż klęknę tuż przed zaśnięciem, aż dotrę na adorację czy Mszę Świętą, aż w domu będzie cicho, aż będzie wzniosła okazja. Świadczyć, dziękować na oczach innych. Brzmi, jakby to była jakaś wielka sprawa. A to byłoby po prostu „natychmiastowe nazwanie rzeczy po imieniu”.

Hania
(Żona Przemka, mama Klary i Jerzego. Związana z grupami "Mamy z Wieczystej" i "Macierzanka" w Krakowie.)


niedziela, 21 grudnia 2014

22 grudnia 2014 - Poniedziałek

CZYTANIA

(1 Sm 1,24-28)

Gdy Anna odstawiła Samuela od piersi, wzięła go z sobą w drogę, zabierając również trzyletniego cielca, jedną efę mąki i bukłak wina. Przyprowadziła go do domu Pana, do Szilo. Chłopiec był jeszcze mały. Zabili cielca i poprowadzili chłopca przed Helego. Powiedziała ona wówczas: Pozwól, panie mój! Na twoje życie! To ja jestem ową kobietą, która stała tu przed tobą i modliła się do Pana. O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany na własność Panu. I oddali tam pokłon Panu.

(Ps: 1 Sm 2,1.4-8)

REFREN: Całym swym sercem raduję się w Panu

Raduje się me serce w Panu,

moc moja ku Panu się wznosi.

Rozwarły się me usta na wrogów moich,

gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.

Łuki siłaczy się łamią,

słabi przepasują się mocą,

Za chleb najmują się syci, a odpoczywają głodni,

niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci.

To Pan daje śmierć i życie,

w grób wtrąca i zeń wywodzi.

Pan uboży i wzbogaca,

poniża i wywyższa.

Z pyłu podnosi biedaka,

z barłogu dźwiga nędzarza,

By go wśród książąt posadzić,

by dać mu stolicę chwały.

Królu narodów, kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego z mułu utworzyłeś

(Łk 1,46-56)

Wtedy Maryja rzekła:

Wielbi dusza moja Pana,

i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. 

Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. 

Oto bowiem błogosławić mnie będą 

odtąd wszystkie pokolenia, 

gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. 

Święte jest Jego imię 

a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia 

[zachowuje] dla tych, co się Go boją. 

On przejawia moc ramienia swego, 

rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. 

Strąca władców z tronu, 

a wywyższa pokornych. 

Głodnych nasyca dobrami, 

a bogatych z niczym odprawia.

Ujął się za sługą swoim, Izraelem,

pomny na miłosierdzie swoje

jak przyobiecał naszym ojcom 

na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki. 

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

ROZWAŻANIE

"Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim."

Od lat codziennie wypowiadane wersety hymnu Magnificat stanowiące stały element liturgicznej modlitwy dnia – brewiarza. Słowo po słowie znane na pamięć, a przecież wciąż niezgłębione w bogactwie treści, która dojrzewa wraz z życiem. Spełnia się w codzienności i wyjaśnia jej sens. Każdy nuci swój własny Magnificat przemierzając osobistą historię zbawienia. Uwielbienie – to wszystko, co możemy odpowiedzieć Bogu na wielkie rzeczy dawane nam i nieustannie odkrywane przez nas dzięki Jego łasce; godzina po godzinie, dzień po dniu, stałym rytmem oddechu i bijącego serca. Żyjemy zanurzeni w Jego niepojętej Miłości, nieodwracalnym darze istnienia które nie ma końca. To WIELKIE RZECZY, które uczynił Wszechmocny. Wielkie rzeczy, choć zwykle ukryte w mrokach wiary.

Dlatego mamy Adwent, całe życie jest Adwentem, z światełkiem nadziei i radosnym czekaniem.

Bardzo dziękuję za zaproszenie do Adwentu Mam, i chociaż nie jestem mamą w znaczeniu fizycznym, doświadczam udziału w wielkiej rzeczy duchowego macierzyństwa  i to nie tylko ze względu na codzienną troskę o gromadkę dzieci. Myślę, że każda mama jest bardziej matką w sensie duchowym, niż fizycznym. Dzięki temu może widzieć dalej i głębiej, kochać bezwarunkowo, czerpać siłę do przeżywania niepewności, zmęczenia, wyrzeczenia i trudu. Chodzi przecież o Człowieka, jedynego i niepowtarzalnego, w małym, bezbronnym dziecku, które zaistniało na zawsze w kochającym zamyśle Stwórcy. Czy wobec tego, może być coś ważniejszego i bardziej trwałego na tym świecie?

Życzę z całego serca wszystkim Mamom głębokiej świadomości wielkiego daru, jakim jest przekazywanie życia i troska o nie. Wszystko inne o tyle jest ważne, o ile służy temu pierwszemu. Gdyby ktoś lub coś próbowało powiedzieć, że macierzyństwo jest przeszkodą w samorealizacji, to mu nie wierzcie, bo nie ma piękniejszej, trwalszej i prawdziwszej samorealizacji. Niech towarzyszy Wam i będzie zawsze w zasięgu serca – najpiękniejsza, czuła, zatroskana i kochająca, choć nie zwolniona z życiowych boleści – Matka naszego Pana.


W wigilijny wieczór proszę Was, abyście dały całusa na dobranoc Waszym cudnym Dzieciom, także ode mnie i moich Sióstr. Niech Pan Wam błogosławi.


Siostra Ancilla
(Grażyna Zajas, od 33 lat w Zgromadzeniu Córek Matki Bożej Bolesnej, zwanych potocznie Serafitkami. Aktualnie zaangażowana na co dzień w przedszkolu prowadzonym przez  Siostry Serafitki przy Domu Generalnym w Krakowie.)

ROZWAŻANIE 2

„Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy”

To zdanie nabrało dla mnie nowego znaczenia w czerwcu tego roku, gdy ukończyłam szkolenie na doulę.

Maryja przyszła do Elżbiety gdy ta była w szóstym miesiącu ciąży i została u niej aż do rozwiązania. Wyobrażam sobie jak Matka Boża pomaga Matce Jana przy jego przyjściu na świat. Nie jest akuszerką, więc pomaga jak umie. Głaszcze Elżbietę po głowie, trzyma ją za rękę i mówi jaka jest dzielna i silna. Maryja jest doulą Elżbiety.

Jest idealną doulą dla każdej matki. Ona jest przy nas cały czas, nie tylko przy porodzie. A wraz z nią jest przy nas Jej Syn.

W Księdze Rodzaju Bóg mówi do Ewy, że będzie rodziła w bólu (Rdz. 3,16). Jednym z zadań douli przy porodzie dziecka jest łagodzenie bólu. Maryja jako Nowa Ewa przynosi nam lekarstwo na grzech – Jezusa Zbawiciela. Jest doulą, która łagodzi nasz ból.

Elżbieta  
(Żona Krzysztofa i mama dwuletniego Wojtusia. Ratownik medyczny, doula. Wierna parafianka, członkini wspólnoty Bartymeusz przy par. św. Aleksandra w Warszawie.)http://www.doula.org.pl/kim-jest-doula

ROZWAŻANIE 3

Prezenty jeszcze nie skompletowane, a tym bardziej nie popakowane, w domu zamiast przedświątecznego porządku coraz gorszy rozgardiasz, a ja nie mogę się powstrzymać przed dopisaniem do przepięknych i mądrych myśli siostry Ancilli i Eli jeszcze kilku słów od siebie.

Dzisiejsze pierwsze czytanie, odkąd zostałam mamą, kłuje mnie tak, że aż czuję to w żołądku i sercu: Anna zabiera z domu swojego małego synka i zostawia go w obcym miejscu, pod opieką obcego człowieka.

Tak, oddała Samuela na służbę Pana - to bardzo piękne. Owszem, taki ślub złożyła - pozostaje mu wierna. Ale w takim razie po co w ogóle prosiła Pana o dziecko? Chyba tylko po to, żeby nie czuć się gorszą od Pniny (Perły) - wielodzietnej drugiej żony swojego męża; ewidentnej konkurentki w hierarchii poligamicznego domostwa. Ale jeśli nawet początkowo właśnie tak było, to przecież nie mogła się nie związać z Samuelem, nosząc go najpierw przez dziewięć miesięcy w brzuchu, później przebywając z nim dzień i noc, karmiąc piersią, przytulając, czując jego zapach, obserwując rozwój, podziwiając pierwsze kroki, słysząc pierwsze słowa… Jej serce musiało się łamać w drobny mak, kiedy odchodziła z sanktuarium. Nawet jeśli później przychodziła w odwiedziny do syna (chcę myśleć, że przychodziła), to rozstanie nie mogło nie być wielkim cierpieniem.

A Samuel? Wolę sobie nie wyobrażać, co mógł przeżywać, kiedy zorientował się, że mama odchodzi bez niego. A później? Jak czuł się w rodzinie Helego, który, jak wiemy, miał własnych synów? Jak go przyjęto? Czy spotkał się z miłością, czy z odrzuceniem i zazdrością ze strony synów Helego? (Swoją drogą, czy ich późniejsze złe zachowanie związane było jakoś z takim zaburzeniem życia rodzinnego?)

W tym momencie przychodzi mi do głowy inny, jeszcze bardziej przerażający tekst: ofiara Abrahama (a może ofiara Izaaka?). Szokujący chyba dla każdego, kto czyta go po raz pierwszy. A jeśli później, przez wielokrotne czytanie, nastąpi odczulenie, to doświadczenie rodzicielstwa skutecznie je zlikwiduje.

Oba teksty wywołują we mnie przerażenie, oburzenie, protest. Ale nie chcę się na tych uczuciach zatrzymać. Chcę je poczuć i zobaczyć, ale pójść dalej. Jeśli Abraham jest typem Boga Ojca poświęcającego swojego Syna (którego typem jest Izaak), to może również Annę i Samuela można zobaczyć w podobny sposób? Może Anna także jest typem Boga, którego serce łamie się, kiedy wysyła Syna na świat, w ręce ludzi, którzy w końcu postąpią z Nim jak zechcą? Może Samuel jest typem Jezusa, zostawiającego dla nas szczęśliwą wieczność w bliskości Boga, którego matczyne oblicze ukazuje nam Anna? Jakże niewyobrażalnie wielka to ofiara! Niech moje przerażenie, oburzenie i protest uczynią tym większym moje uwielbienie dla tej naprawdę niepojętej i do głębi tajemniczej Miłości.

I niech kiedyś moc tej niepojętej Miłości sprawi, żeby żadna matka, w imię żadnej ideologii, potrzeby, czy okoliczności, nie musiała zostawiać swojego dziecka.

Ela Łazarewicz-Wyrzykowska
(Biblistka. Od dwunastu lat żona Łukasza. Pełnoetatowa mama czteroipółrocznego Teosia, dwuipółrocznej Klary i dwumiesięcznej Róży. Niegdyś mocno, obecnie nieco luźniej, związana z warszawską wspólnotą Woda Życia. Odnajduje się w Duszpasterstwie Rodzin u ojców dominikanów na ul. Freta w Warszawie.)











sobota, 20 grudnia 2014

21 grudnia 2014 - Czwarta Niedziela Adwentu

CZYTANIA

(2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16)

Gdy król Dawid zamieszkał w swoim domu, a Pan poskromił wokoło wszystkich jego wrogów, rzekł król do proroka Natana: Spójrz, ja mieszkam w pałacu cedrowym, a Arka Boża mieszka w namiocie. Natan powiedział do króla: Uczyń wszystko, co zamierzasz w sercu, gdyż Pan jest z tobą. Lecz tej samej nocy Pan skierował do Natana następujące słowa: Idź i powiedz mojemu słudze, Dawidowi: To mówi Pan: Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie? A teraz przemówisz do sługi mojego, Dawida: To mówi Pan Zastępów: Zabrałem cię z pastwiska spośród owiec, abyś był władcą nad ludem moim, nad Izraelem. I byłem z tobą wszędzie, dokąd się udałeś, wytraciłem przed tobą wszystkich twoich nieprzyjaciół. Dam ci sławę największych ludzi na ziemi. Wyznaczę miejsce mojemu ludowi, Izraelowi, i osadzę go tam, i będzie mieszkał na swoim miejscu, a nie poruszy się więcej, a ludzie nikczemni nie będą go już uciskać jak dawniej. Od czasu kiedy ustanowiłem sędziów nad ludem moim izraelskim, obdarzyłem cię pokojem ze wszystkimi wrogami. Tobie też Pan zapowiedział, że ci zbuduje dom. Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem, a jeżeli zawini, będę go karcił rózgą ludzi i ciosami synów ludzkich. Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki.

(Ps 89, 2-5.27.29)

REFREN: Na wieki będę sławił łaski Pana

Na wieki będę sławił łaski Pana,

moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia.

Albowiem powiedziałeś: „Na wieki ugruntowana jest łaska”,

utrwaliłeś swą wierność w niebiosach.

„Zawarłem przymierze z moim wybrańcem,

przysiągłem mojemu słudze Dawidowi:

Utrwalę twoje potomstwo na wieki

i tron twój umocnię na wszystkie pokolenia”.

On będzie wołał do Mnie: „Ty jesteś moim Ojcem,

moim Bogiem, opoką mego zbawienia”.

Na wieki zachowam dla niego łaskę

i trwałe będzie moje z nim przymierze.

(Rz 16,25-27)

Temu, który ma moc utwierdzić was

zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem

Jezusa Chrystusa,

zgodnie z objawioną tajemnicą,

dla dawnych wieków ukrytą,

teraz jednak ujawnioną,

a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga

wszystkim narodom obwieszczoną,

dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze,

Bogu, który jedynie jest mądry,

przez Jezusa Chrystusa,

niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.

(Łk 1, 38)

Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa.

(Łk 1,26-38)

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, <błogosławiona jesteś między niewiastami>. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

ROZWAŻANIE

"Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą."

Bardzo lubię czytać fragment tej Ewangelii i chętnie do niego wracam.

Przez ostatnie 8 lat zastanawiałam się co mam robić w życiu, z kim i gdzie, skoro Pan Bóg nie zrealizował planu, który Jemu przedstawiłam właśnie wtedy :) Wydawało mi się, że to co sobie wymyśliłam i zaplanowałam będzie dla mnie najwspanialsze i to mnie uszczęśliwi: studia w szkole teatralnej, wytypowany przeze mnie kandydat na męża, miejsce do zamieszkania. NIC z moich planów nie spełniło się, a Pan Bóg wdrożył inny program, z dzisiejszej perspektywy ciekawszy i bardziej fascynujący: mojej przemiany. Powoli, systematycznie, małymi krokami, czasem drastycznie i boleśnie, ale skutecznie.

Zaczął od studiów - otworzyły się przede mną nowe zainteresowania. Zafascynowałam się rozwojem dziecka, wspomaganiem jego rozwoju oraz mowy. Następnie odnalazłam miejsce do mieszkania w Warszawie, a co za tym idzie wstąpiłam do wspólnoty młodzieżowej przy tamtejszej parafii. Przemieniło się moje serce, zaczęłam szukać kontaktu z Bogiem, który chce mnie znać taką, jaka jestem. Poznałam tam cudownych ludzi, którzy są moimi przyjaciółmi; to tam poznałam mojego męża. Wszystkie te wydarzenia wpływały na przemianę mojego życia, przestałam marzyć, a zaczęłam realizować swoje pragnienia. Gdyby 8 lat temu spełniło się to o co prosiłam, to byłabym zupełnie inną kobietą, pewnie mniej szczęśliwą.

Dzisiaj mogę przyznać, że znalazłam łaskę u Pana, mam silnego męża, uroczego synka oraz oczekujemy drugiego Dziecięcia, które zaczyna dawać o sobie znać w brzuchu.

Czekałam z niecierpliwością na moment, gdy w końcu zacznę czuć ruchy. To odczuwanie dziecka jest czymś nieopisanym. Kiedy byłam w pierwszej ciąży często i bardzo intensywnie myślałam o kobietach, które nie mogą zajść w ciążę naturalnie i uciekają się do chociażby in vitro. Jak bardzo pragną tego doświadczyć, kopnięcia czy ruchu dziecka. Tak bardzo starałam się je zrozumieć, jak bardzo muszą cierpieć, gdy nie akceptują swojego powołania i sytuacji, w której się znajdują. O nich myślę i modlę się w ich intencji przede wszystkim w okresie Bożego Narodzenia.

Mogę przyznać, że Bóg obdarza mnie ogromnym zaufaniem, dając mi na wychowanie dzieci. A do tego nie zamyka mnie jedynie w roli mamy, lecz pomaga realizować talenty. Wspólnie z mężem założyliśmy portal internetowy z audiobookami dla dzieci recytowanymi przeze mnie. W tym dziele spełniam swoje marzenia sprzed lat tylko w bardziej dojrzały sposób. Chciałabym, aby to dzieło rozwijało się na chwałę Panu.

Agnieszka
(Suwalczanka. Żona Bartka, mama Michałka i Dzieciucha z brzucha. Autorka www.poezjaglosu.pl)

piątek, 19 grudnia 2014

20 grudnia 2014 - Sobota

CZYTANIA

(Iz 7,10-14)

Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.

(Ps 24,1-6)

REFREN: Przybądź, o Panie, Tyś jest Królem chwały

Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,

świat i jego mieszkańcy.

Albowiem On go na morzach osadził

i utwierdził ponad rzekami.

Kto wstąpi na górę Pana,

kto stanie w Jego świętym miejscu?

Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,

który nie skłonił swej duszy ku marnościom.

On otrzyma błogosławieństwo od Pana

i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.

Oto pokolenie tych, którzy Go szukają,

którzy szukają oblicza Boga Jakuba.

Kluczu Dawida, który otwierasz bramy wiecznego królestwa, przyjdź i wyprowadź z więzienia jeńca siedzącego w ciemnościach.

(Łk 1,26-38)

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

ROZWAŻANIE

W dniu ślubu wiedzieliśmy z Mężem, że chcemy mieć dużo dzieci. Marzyła nam się duża rodzina. Cieszyliśmy się zatem, że nie musieliśmy długo czekać. Rok po ślubie pojawił się Franuś, a niecałe dwa lata później Klarcia.

Minęło trochę czasu i zaczęliśmy myśleć i marzyć o kolejnym dziecku. W tym samym czasie mieliśmy też zacząć budowę domu, tak więc decyzja nie była już taka prosta, bo jak wiadomo budowa domu to dla rodziny bardzo duże wyzwanie. Po wielu przemyśleniach postanowiliśmy odłożyć poczęcie na późniejszy i w miarę dogodniejszy czas.

W kwietniu rozpoczęliśmy budowę domu, a półtora miesiąca później okazało się, że jestem w stanie błogosławionym. Jak widać Pan Bóg miał dla nas inny plan. Szczęśliwi, choć pełni obaw jak to będzie przyjęliśmy ten piękny boży dar.

Dużo nad tym wszystkim myślałam. Poczułam wtedy, jakby Pan Bóg przemawiał do nas podobnie jak Anioł do Maryi w Ewangelii: „Nie bójcie się! Kolejne dzieciątko to dla Was wielka łaska i dar, a Ja jestem z Wami. Ze mną przezwyciężycie wszystkie trudności!”. Ten początkowy etap budowy, dolegliwości ciążowe i bardzo wiele spraw, które się nawarstwiały był dla nas naprawdę trudny, ale przebrnęliśmy przez to razem z Jezusem. Momentami było bardzo ciężko, ale udało się przezwyciężyć wszelkie trudności, bo przecież „dla Boga nie ma nic niemożliwego”.

Do porodu zostało już tylko 6 tygodni. Ciężko nadążyć za dwójką rozbrykanych maluchów. Brakuje już sił i cierpliwości, ale wiem, że Bóg jest ze mną i z Jego pomocą dotrwam do końca. Lękam się tego jak sobie poradzimy, ale już nie mogę doczekać się, żeby zobaczyć nasze kolejne maleństwo. Pan Bóg chce nam zrobić niespodziankę, bo nawet nie wiemy czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Pewnie ciężko będzie nam ogarnąć to wszystko, ale każdego dnia dziękuję Bogu za nasze dzieci, które są naszą wielką radością i z dnia na dzień coraz bardziej nas zaskakują i zadziwiają. Aż się serce raduje!

Każdego dnia staram się tak jak Maryja zaufać Panu Bogu i wypełniać Jego wolę. Dziękuję Mu za to, że mogę być Matką! Myślę, że dar macierzyństwa jest najcenniejszym darem jaki kobieta może otrzymać od Pana Boga.

Gosia
(Od czterech i pół roku żona Marcina; mama Franciszka (3,5), Klary (18 miesięcy) i Dzidziusia (jeszcze w brzuszku). Organistka.)


19 grudnia 2014 - Piątek

(Sdz 13,2-7.24-25a)
W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła. Anioł Pana ukazał się owej kobiecie mówiąc jej: Otoś teraz niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna. Lecz odtąd strzeż się: nie pij wina ani sycery i nie jedz nic nieczystego. Oto poczniesz i porodzisz syna, a brzytwa nie dotknie jego głowy, gdyż chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia. On to zacznie wybawiać Izraela z rąk filistyńskich. Poszła więc kobieta do swego męża i tak rzekła do niego: Przyszedł do mnie mąż Boży, którego oblicze było jakby obliczem Anioła Bożego - pełne dostojeństwa. Rzekł do mnie: Oto poczniesz i porodzisz syna, lecz odtąd nie pij wina ani sycery, ani nie jedz nic nieczystego, bo chłopiec ten będzie Bożym nazirejczykiem od chwili urodzenia aż do swojej śmierci. Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać.

(Ps 71,3-6.16-17)
REFREN: Będę opiewał chwałę Twoją, Boże

Bądź dla mnie skałą schronienia

i zamkiem warownym, aby mnie ocalić.

Bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą,

Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.

Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,

Panie, Tobie ufam od lat młodości.

Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,

od łona matki moim opiekunem.

Opowiem o potędze Pana,

będę przypominał tylko Twoją sprawiedliwość.

Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości

i do tej chwili głoszę Twoje cuda.

Korzeniu Jessego, który stoisz jako sztandar narodów, przyjdź nas uwolnić, racz dłużej nie zwlekać.

(Łk 1,5-25)

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Kiedy w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia. Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. Lecz anioł rzekł do niego: Nie bój się Zachariasz! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród synów Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych - do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały. Na to rzekł Zachariasz do anioła: Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku. Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie. Lud tymczasem czekał na Zachariasza i dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić, i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy. A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy. Tak uczynił mi Pan - mówiła - wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi.

ROZWAŻANIE 1

Gdy patrzę w przeszłość, przypominam sobie że czytania takie jak te dzisiejsze budziły we mnie skrajne emocje. Zmagając się wiele lat z niepłodnością, albo buntowałam się, że nie jestem wpisana w tak cudowną historię jak żony Manoacha czy Zachariasza, albo ogarniała mnie nadzieja, że przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego i ja też z interwencją Bożą pocznę dziecię. Te huśtawki uczuć związane były z etapami żałoby związanej z nie byciem mamą, które musiałam przeżyć, by zgodzić się na swoją historię życia i ruszyć do przodu.

Dziś jestem mamą. Czasem trudno pamiętać, że kiedyś nią nie byłam, że w naszym domu panowała przeraźliwa cisza, sterylny porządek i... pustka mimo dwojga kochających się ludzi. I znów mam skrajne emocje. Ogromna wdzięczność i poczucie spełnienia, mieszają się z zagubieniem i drogą  po omacku, gdy codziennie na nowo uczę się macierzyństwa.  Bo moje wyobrażenie o sobie jako mamie rozmija się często z rzeczywistością, bo moje dzieci to nie tylko „radość i wesele”, bo rodzicielstwo adopcyjne i to biologiczne okazało się ogromnym wyzwaniem, i wreszcie obecny czas, gdy początek ciąży dosłownie zmiażdżył mnie z powodu tak złego samopoczucia, że właściwie wegetuję, a dom stoi na głowie.

A Pan Bóg, także przez dzisiejsze Słowo, trwa niezmiennie przy swej obietnicy i wciąż zapewnia „nie bój się”, patrząc na moje rozterki i obawy związane z brakiem pewności, czy dostatecznie dobrze wypełniam powołanie, o które tak długo i usilnie wołałam do Niego. Co więcej, obiecuje, że dzieci, które nam podarował są drogie w Jego oczach, że On chce im błogosławić i napełniać swoim Duchem Świętym.

I jeszcze na koniec pozwolę sobie na prośbę... My, mamy, pomódlmy się za kobiety, które chcą, a nie mogą doświadczyć daru macierzyństwa. Jest ich wiele wokół nas. Każda z nich na innym etapie zmagania się z trudem niepłodności. Jedne uśmiechają się przez łzy, inne przywdziewają pancerz złości i złośliwości, jeszcze inne udają, że problem ich nie dotyczy... W głębi serca czują się jak Elżbieta, zhańbione w oczach ludzi i we własnych oczach również. Tęsknią i nie potrafią wypełnić pustki. Pomóżmy im modlitwą przeżyć swoją żałobę, by mogły zrobić krok naprzód i szczerze zawołać do Boga „Bądź dla mnie skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić”!

Agnieszka
(Od 11 lat żona; od 5 lat mama adopcyjna, od 2 lat również biologiczna, oczekująca właśnie na trzecie dziecko; związana ze Wspólnotą Miłości Ukrzyżowanej.)

ROZWAŻANIE 2

Dziesięć lat temu, 2-go października, czyli w Święto Aniołów Stróżów, ja i mój mąż udzieliliśmy sobie sakramentu małżeństwa. Nie przypuszczałam wtedy, że aniołowie będą tak obecni w moim życiu małżeńskim. Rok później, w to samo Święto, chrzciliśmy naszego pierwszego syna. Potem okazało się, że nasza parafia jest p.w Matki Bożej Królowej Aniołów.

Dlatego m.in tak poruszają mnie dzisiejsze czytania. Człowiek i anioł. Pan Bóg posyła Swojego Wysłannika, by ten objawił, że wydarzą się rzeczy niemożliwe z ludzkiego punktu widzenia. Do mnie też przysłał anioła w postaci mojego brata. Mieliśmy już wtedy troje dzieci i ja wiedziałam, że Pan Bóg zaplanował dla nas, żebyśmy otwierali się na kolejne życie. Ale ja walczyłam z Bogiem 9 miesięcy, zanim poczęła się nasza córka. Byłam zmęczona, czasami sfrustrowana. Wydawało mi się, że kolejne dziecko to dla mnie śmierć. Że w końcu zwariuję, albo poranię tylko moje dzieci.

I wtedy przyjechał do mnie mój starszy brat i nie wiadomo dlaczego, zaczął opowiadać o tym, że czyta nową książkę i że jest tam też trochę o Maryi, która zgodziła się na wolę Bożą w swoim życiu. Powiedziała TAK, Amen, Niech mi się stanie, chociaż (jak podaje protoewangelia) gorzko płakała. A potem jeszcze mówił, że Pan Bóg poniekąd łamie człowieka, ale żaden ze złamanych nigdy nie żałował, że Bóg w ten sposób wkroczył w jego historię. I poczęła się Małgosia. I mogę doświadczać siebie zupełnie innej jako mamy. Tak samo popełniającej błędy, ale szczęśliwej.

Dziś jestem w piątej ciąży:) Kochane Kobiety, wypatrujcie swoich aniołów w codzienności...

Danusia
(Od 10 lat w małżeństwie. Mama 4 dzieci: Tymona, Uli, Adama i Małgosi; obecnie  w piątej ciąży. Od 13 lat we Wspólnocie Neokatechumenalnej. Zawodowo pedagog, psychoterapeuta, trener. Uwielbia góry i książki.)

ROZWAŻANIE 3

Julek to nasze pierwsze dziecko; urodził się 11 dni temu. Dla mnie to 11 najbardziej wyjątkowych i niespokojnych jednocześnie dni. Opowieści o „baby bluesie” wkładałam zawsze między bajki, bo przecież ja jestem silna, bo niezawodna, bo zawsze sobie świetnie radziłam. Depresja, słabość i bezradność to tak bardzo obce mi doświadczenia. Poza tym, jak można płakać, gdy ma się takie cudowne stworzenie przy swojej piersi?

A tymczasem płaczę przy byle okazji, martwię się każdym pokasływaniem, każdym niespokojnym snem Julka, każdym jego płaczem, każdą nową wysypką. Nie wiem, czy dobrze go karmię, czy dobrze się odżywiam, czy dobrze pielęgnuję pępuszek i czy w domu nie jest jednak za ciepło. Nie wybaczyłabym sobie przecież, gdyby z mojego powodu stała mu się jakaś krzywda. Rzeczywistość mnie przerosła, bezradność raz po raz mnie osacza.

I w takiej chwili, w sam środek totalnego rozchwiania, strachu, pomieszanego ze szczęściem z jego narodzin, przychodzi dzisiejsze Słowo Boże, a konkretnie słowa psalmu:

Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją,
Panie, Tobie ufam od lat młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin,
od łona matki moim opiekunem.


Słowa, które przynoszą pokój – to sam Bóg jest podporą Julka od pierwszych jego chwil, to On go strzeże, On ma nad nim czuwanie. Nie muszę polegać wyłącznie na swojej niezawodności, na swojej sile (a raczej aktualnie bezsilności), nie muszę się bać, bo On jest z nami. To z Boga przychodziła zawsze siła, z którą potrafiłam żyć, nie ode mnie. Żadna w tym moja zasługa, że potrafiłam radzić sobie ze wszystkim, co mnie spotykało. Tak jest i teraz; Bóg w tych chwilach pokazuje mi, że nie ode mnie zależy to, co się dzieje. On jest większy od mojej bezradności; ufam, że On kieruje moimi rękami, gdy ja nie wiem, co począć, by Julkowi nie działa się żadna krzywda. Bóg jest jego podporą.

Aleksandra Maciejewska
(Od 16 miesięcy żona Jana, mama 11-dniowego Julka.)